Refleksje katyńskie II.

  Dawno temu, Artur Sandauer w chwili szczerości powiedział, że w czasie II Wojny Światowej Żydzi stracili plebs ale zachowali tkankę najcenniejszą – inteligencję. Polacy natomiast zupełnie na odwrót, przede wszystkim stracili najbardziej wartościowych obywateli.

Refleksja ta, jak najbardziej słuszna, nieodparcie wraca do mnie w rocznice Wielkich Polskich Tragedii – powstań narodowych, Katynia, Powstania Warszawskiego, komunistycznych zbrodni, choć te ostatnie nie sposób obchodzić w jakiś jeden dzień. Jak się nad tym zastanowić to z pewnością warto by było taki dzień ustanowić, ku czci tym wszystkim, którzy oddali swe życie za Najjaśniejszą w komunistycznych kazamatach. I choć najczęściej spotykali się ze śmiercią w śmierdzących brudem piwnicach Urzędów Bezpieczeństwa to ich ofiara niczym nie różniła się od żołnierskiego umierania na polu bitwy.

Natomiast wracając do koszmaru lasku katyńskiego, Starobielska, Miednoje, Charkowa, Kalinina i wszędzie tam, gdzie na nieludzkiej ziemi rozlana została Polska krew to do dziś słyszeć można pytanie: „jak to możliwe, że brunatny nazizm został rozliczony w Norymberdze, ofiary godnie uczczone a komunistyczny system, o stokroć okrutniejszy, który wymordował kilkadziesiąt razy więcej ludzkich istnień nie został nawet potępiony na świecie”. Ba, są organizacje, które do dziś ściągają finansowe odszkodowania za zbrodnie hitlerowców a czasem tu i ówdzie słyszy się o jakimś podejrzanym o maltretowanie niewinnego 60 lat temu. Co prawda z tymi odszkodowaniami to bywa różnie, jak się teraz okazuje to żąda się ich nawet od ofiar hitleryzmu ale to już temat na inny felieton. Poza tym świat biznesu ma swoje prawa, niekoniecznie zgodne z chrześcijańską moralnością. No a co z odszkodowaniami za zbrodnie komunistów?. Ano, jak sądzę, samo zadośćuczynienie, choćby ułamkowe nie jest jeszcze tak wielkim problemem i gdyby tylko na tym miało się skończyć, najprawdopodobniej już dawno by to zrobiono. Chodzi zatem o coś znacznie więcej, jako, że rekompensata nieodłącznie łączy się z przyznaniem do winy. A to z kolei wiąże się z kilkoma pytaniami o przyczyny tragedii, o ludzi odpowiedzialnych, o anty–ludzkie doktryny, o podstawy moralne i wreszcie najważniejsze – czy dzisiaj możemy o tym mówić w czasie przeszłym czy wciąż teraźniejszym.

Jak myślę, odpowiedź na to ostatnie pytanie udzieliła 6 marca 2006 rosyjska prokuratura, odmawiając uznania Polaków bestialsko zamordowanych w Katyniu za ofiary stalinowskich represji politycznych. Tym samym zrównała ich śmierć ze zgonem jakiegoś Wańki, któremu po pijanemu inny Wańka poderżnął gardło. Tyle tylko, że decyzję o masowym morderstwie Polaków podjęto na posiedzeniu Biura Politycznego ZSRR i na zachowanym dokumencie widnieją podpisy członków najwyższych władz Sowietów. No, ale nie, rosyjski rząd idzie w zaparte i dalej upiera się, wbrew oczywistej logice, przy swojej interpretacji zbrodni dając tym samym wyraźnie do zrozumienia, że prawda o tamtych czasach nie może być dziś ujawniona i, jak się znam na medycynie, mają nadzieję, że nigdy ujawniona nie będzie.

A zatem zastanówmy się przez chwilę, skąd ta zaciekłość w obronie Zła i totalna pogarda dla prawdy.

Komunizm był i dalej jest najbardziej zbrodniczym system politycznych w historii ludzkości. Zgodnie z danymi z „Czarnej księgi komunizmu” (praca zbiorowa pod przewodnictwem Stephane Courtois) do tej pory wymordował ponad 100 milionów ludzkich istnień. I choć Polacy stanowią niewielki odsetek wśród tych ofiar to dla naszej Ojczyzny była to strata niepowetowana. A zatem gdzie, kiedy i w czyich głowach zrodziła się ta szaleńczo zbrodnicza idea.

Z tego co wiem, określenie „socjalizm” pojawiło się po raz pierwszy na przełomie lat 30 i 40 XIX w. w Anglii. Tam też w 1864 roku powstała pierwsza Międzynarodówka czyli związek robotników różnych państw. Co ciekawe, teorie socjalistyczne propagowane były głównie przez brytyjskich intelektualistów, skupionych w „Fabian Society”. Sama nazwa „Fabian” została zaproponowana przez F. Podmore i miała uczcić pamięć rzymskiego generała Quintus Fabius Maximus, który uważał, że najłatwiej jest pokonać wroga w drodze wojny podjazdowej a nie otwartej bitwy. Nie od rzeczy będzie tu przypomnienie, że do czołowych działaczy „Fabian Society” należeli między innymi Bernard Shaw, H.G. Wells i Eleanor Marx, najmłodsza córka Karla. Większość historyków uważa również, że to towarzystwo odegrał znaczną rolę w zainstalowaniu reżymu komunistycznego w Rosji. Wszak B. Shaw był hucznie przyjmowany przez bolszewików w Rosji w 1931 roku, wtedy już zlanej krwią milionów niewinnych ofiar.

Wiadomo też, że Iluminat Marks w 1845 wraz z Engelsem zainstalowali się w Brukseli gdzie rozpoczęli nader żywą propagandę komunistyczną. Obaj zostali członkami tajnego „Bund der Gerechten”, który to przygotował dla Marksa „Manifest komunistyczny”, po raz pierwszy opublikowany w 1848 roku. Manifest zapowiadał nadejście komunizmu, co miało być poprzedzone rewolucją w wyniku której ma runąć dotychczasowy porządek światowy. Czyżby dlatego Bruksela dziś jest stolicą Unii Europejskiej? A tak przy okazji, tezy o walce klas przygotował niejaki Wiliam Weitling (1808 – 1871) a nie Marks. Ten ostatni natomiast jest autorem pomysłu tzw. Rewolucji Permanentnej czyli walki ze wszystkim co dobre, jasne i czyste ale bez określenia wyraźnego celu co znaczyło, że nigdy się nie skończy. Później Trocki (Lejba Bronstein) stał się gorącym zwolennikiem takiej formy przemocy a dziś wojna z tzw. terrorem do złudzenia przypomina zasady rewolucji permanentnej. Też nie ma jasno określonego przeciwnika czy celu i, jak mawia mój koleś, znany cynik i prześmiewca współczesnych tzw. autorytetów, właśnie o to chodzi.  

Natomiast wracając do początków ludobójczej idei komunizmu to każda  próba wprowadzania jej siłą zawsze łączyła się z mordowaniem arystokracji, księży katolickich i inteligencji czyli naturalnej warstwy przywódczej każdego narodu. A ponieważ warstwa ta jest stosunkowo nieliczna, zbrodnia na żywym ciele ludzkości miała duże szanse powodzenia o czym najlepiej przekonała się Rosja.

Niemniej, wracając do pytań o komunizm a tym samym o próbę wyjaśnienia, dlaczego ten najbardziej nieludzki system nie został do dziś osądzony, warto przez chwilę skupić się na wydarzeniach związanych z Lwem Trockim, który był postacią absolutnie kluczową w bolszewickiej rewolucji. Jak sądzę, znacznie ważniejszą od samego Lenina, który z kolei swą pozycję zawdzięczał przede wszystkim sztabowi generalnemu Armii Niemieckiej.

Otóż wiadomo, że Trocki 13 stycznia 1917 roku na pokładzie parowca Monserrat przybył do Nowego Jorku. Wcześniej został wyrzucony z Berlina, Francuzi też go nie chcieli a w Hiszpanii posiedział trochę w wiezieniu ale za to w luksusowej celi z wykwintnym wyżywieniem, specjalnie dla niego dostarczanym. Czego natomiast nie wiadomo to kto tego zawodowego rewolucjonistę finansował. A były to sumy nie małe bowiem Trocki podróżował z rodziną włącznie z transportem do Ameryki. W Nowym Jorku rozpoczął pracę w szmatławcu zatytułowanym „Nowy Mir” i w związku z tym oficjalnie otrzymywał uposażenie w wysokości 12 dolarów na tydzień. Mieszkał jednak w luksusowym apartamencie z lodówką i telefonem a poruszał się po mieście w limuzynie z szoferem. Po trzech miesiącach, 26 marca 1917 roku Trocki opuścił Stany Zjednoczone na pokładzie statku Kristianiafjord wraz z grupą 265 zawodowych rewolucjonistów. Statek był wyładowany nowoczesną bronią i amunicją, co wtedy musiało kosztować ogromne pieniądze. Poza tym sam Trocki, który nawet nie ukrywał swych celów i przeznaczenia broni, wyposażony został, w wyniku interwencji prezydenta USA Woodrow Wilsona, w amerykański paszport wraz z brytyjską wizą tranzytową i wizą wjazdową do Rosji. 3 kwietnia 1917 roku, po zawinięciu Kristianiafjord do Halifaxu, Kanadyjczycy aresztowali Trockiego bowiem ten nigdy nie ukrywał, że obali legalny rząd w Rosji i zawrze pokój z Niemcami co niezupełnie było zgodne z celem rządu kanadyjskiego, w tym czasie będącym w stanie wojny z Niemcami. Rząd amerykański natychmiast rozpoczął naciski w celu uwolnienia zawodowych rewolucjonistów a wtórował im mason Robert M. Coulter, który od 1897 roku był ministrem poczty kanadyjskiej.

Nie od rzeczy będzie tu także przypomnienie, że Trocki wwiózł do Rosji, na użytek bestialskiej rewolucji, znaczne sumy pieniędzy oraz złoto. I tak, nawet na łożu śmierci, niejaki Jakub Hirsch Schiff, jeden z najbogatszych bankierów amerykańskich, poruszający się w kręgu Warburgów i Rothschildów, chwalił się, że sfinansował bolszewicką rewolucję. Według dostępnych danych, najprawdopodobniej chodziło o 20 milionów dolarów w złocie, co wtedy było wręcz niebotyczną sumą. Poza tym wiadomo, że Trocki otrzymał 500 tysięcy funtów od niejakiej madame Fels, z domu Rothschild, żony znanego producenta mydła, miliardera i lidera ruchu komunistycznego w USA, Józefa Felsa. Później, na pamiątkę tego wsparcia, syn Felsów był gorąco przyjmowany w Związku Radzieckim w latach 1931 - 32. Dalej, już w czasie zwyrodniałej rewolucji, pieniądze z USA przekazywane były bolszewikom poprzez bank Nya Banken ze Sztokholmu.

I już na koniec wyjaśnień, dlaczego komunizm do tej pory nie został rozliczony, warto przypomnieć, co napisał Juri Lina w książce „Pod znakiem Skorpiona” (Under the sign of the Scorpion – The rise and fall of the Soviet Empire). Otóż twierdzi on, że tak Trocki jak Lenin, obaj byli wysokimi członkami Illuminatich, ściśle związanych z  międzynarodowym ruchem masońskim. Ten sam Lina wyjaśnia również, że choć imperium sowieckie zostało rozwiązane, to na jego miejsce powołano znacznie większe ciało – Unię Europejską. 

Tak więc, jak myślę, jasnym jest dlaczego Hpllywood nigdy nie nakręcił filmu o  największej tragedii białego człowieka – komunistycznej rzeźni chrześcijańskiej cywilizacji.

 

Zbyszek Koreywo

Wróć do spisu treści