W sprawie pijaństwa.

W numerze 38 „Nowej Myśli Polskiej” ukazał się artykuł Z. Sudułła „Kłamstwo, ale czyje?” W tekście tym, pomiędzy innymi insynuacjami, autor zarzuca nam nieudolność w przygotowaniu wizyty Dr D. Ratajczaka w Australii, jako, że jak twierdzi, nawet „nie udałoby się nam zorganizować pijaństwa w knajpie” . Trzeba przyznać, że jeżeli chodzi o knajpę i pijaństw to P. Sudułł się nie pomylił, niemniej jeśli chodzi o przyjazd sławnego historyka z Opola, to warto tu przy okazji wyjaśnić tę sprawę.

Otóż pomysł sprowadzenia do Australii prawdziwych Polaków -  patriotów, ludzi czystych a zarazem o dużym intelekcie, przyszedł nam do głowy na jakiś czas przed referendum w sprawie Unii Europejskiej. Zaczęliśmy od prof. Jerzego Roberta Nowaka – wybitnego historyka oraz publicysty, który wiele razy dawał dowodu nie tylko ogromnej błyskotliwości ale także i fachowego przygotowania w sprawach nam bliskim a jednocześnie drogim naszym sercom. Negocjacje z prof. Nowakiem były zaawansowane, kiedy otrzymaliśmy od niego list, w którym z żalem rezygnował z przyjazdu do nas, uznając, że jego obecność w Polsce przed referendum będzie znacznie bardziej przydatna. Jednocześnie prof. Nowak podziękował nam publicznie w radiu „Maryja” za zaproszenie i, jak rozumiemy, pozostawił sprawę swej wizyty w Australii otwartą na przyszłość.

W tej sytuacji zwróciliśmy się do dr Dariusza Ratajczaka z ofertą spotkania z nami na Antypodach. I podobnie jak w pierwszym wypadku, przygotowania były już mocno zaawansowane, włącznie z datą przylotu, rezerwacją biletu lotniczego (nota bene: koszt ten pokrywaliśmy z własnej kieszeni) kiedy dostaliśmy z Polski informację, że ambasada australijska w Warszawie odmówiła dr D. Ratajczakowi wizy na przylot tu, do nas. Swoją drogą odmowa ta jako żywo przypomniała nam czasy komunistycznego zamordyzmu, kiedy to pomiatano ludźmi w imię idiotycznych idei. I tak,  odmowa została umotywowana: wiekiem dr Ratajczaka oraz jego płcią (okazuje się, że mężczyźni z jakiegoś powodu nie są tu mile widziani)  jak również podejrzeniem, że podejmie on tu pracę zarobkową. I to wszystko pomimo naszych gwarancji, że zapewnimy mu tu pełną opiekę, ubezpieczenie medyczne, transport, wyżywienie, kwatery itd. Niewiarygodne ale prawdziwe, okazuje się, że australijskie urzędasy w Warszawie, opłacani zresztą z naszych podatków, zajmują się także jasnowidztwem, skoro są w stanie przewidzieć, co kto będzie w Australii robił. Gdyby jeszcze im się to zgadzało ze stanem faktycznym, to jeszcze pół biedy .... Zaś poważnie już mówiąc, to obaj uważamy, że jest to skandal, żeby zabraniać komuś prawa do poruszania się po świecie, w dodatku motywując to aż tak idiotycznie.

Pozostaje jeszcze kwestia: dlaczego nie odwoływaliśmy się od tej skandalicznej decyzji australijskiej ambasady w Polsce. Ano, platformą medialną wizyty dr D. Ratajczaka, jakby nie było głośnego na cały świat historyka, znawcy dziejów współczesnych, kresów, Armii Krajowej tudzież kilkuset innych, równie mało politycznie poprawnych tematów – miał być Tygodnik Polski. W momencie usunięcia red. Grażyny Walendzik ze stanowiska naczelnej, zrozumieliśmy, że straciliśmy to pismo dla naszej sprawy. I nie wykluczone, że cały ten przewrót w Typolu dokonał się między innymi właśnie dlatego. Zbyt wielu ludzi bowiem na jego łamach zaczynało podnosić sprawy patriotyzmu, reagować na antypolonizmy, upominać się o godność naszych rodaków i ujawniać mechanizmy, dzięki którym nasz wspólny dom - dzisiejszy świat, staje się miejscem coraz to bardziej ponurym. A tak przy okazji – wiemy, że mnóstwo ludzi od czasu „zamachu stanu” w Tygodniku listownie pytało: dlaczego? Po co było tyle trudu, zamieszania i publicznych kompromitacji, żeby zmieniać coś, co działało tak sprawnie. Ano, właśnie – sprawnie. I jak dotąd nowi zarządcy pisma nie udzielili na to pytanie wyczerpującej odpowiedzi. Czyżby ich arogancja była posunięta aż do takich granic? Czy może jest to zbyt trudne do wytłumaczenia?

I już na koniec; czytając list P. Z. Sudułła, na myśl cisną się słowa Jonathana Swifta:

„Głupcy bywają dla siebie nawzajem pobłażliwi, ale jeśli pojawi się człowiek o rzeczywistym talencie i rozumie, natychmiast powstają przeciwko niemu i jeśli nie mogą ściągnąć go w dół, to przynajmniej próbują oczernić jego charakter, zamordować reputację.”

Ryszard Hodowany

Zbyszek Koreywo

 Wróć do spisu treści