Gdzie jest "Dirty Harry" ? (2)
Zastanawiam
się, czy ktoś z czytelników Tygodnika Polskiego, zadumał się
kiedyś nad ogromną popularnością takich “ambitnych” filmów
jak tytułowy “Dirty Harry”, “Rambo”czy też całą serią
z udziałem Chuck Norrisa, Bruce Willisa albo Steve Segala. Filmów o niesłychanie
prostych, by nie powiedzieć prymitywnych scenariuszach ale zawsze bijących
rekordy powodzenia. Fabuła jest zawsze ta sama: brutalny “cop” dla którego
cel uświęca środki w związku z czym brak mu zrozumienia ze
strony przełożonych. A z drugiej strony jest on nieprzekupny, ideowy
twardziel któremu rzeczywiście zależy na sprawiedliwości. Kiedy
orientuje się, że samo aresztowanie nie załatwia sprawy, sam
wymierza sprawiedliwość, zwykle strzelając bandycie między
oczy. Z reguły wtedy przez widownię kinową przebiega szmer
uznania i nie ma na sali ani jednej osoby, która by była po stronie przestępcy.
Zwykle na końcu filmu nasz bohater oddaje służbowy pistolet oraz
identyfikator, co ma oznacza niezgodę na panujące w policji stosunki a
czasem też palnie przełożonego pięścią w nos, co
jeszcze bardziej zyskuje mu przychylność publiki.
Setki takich
filmów zostało wyprodukowanych w “fabryce snów” czyli Hollywood.
Mniej lub bardziej idiotyczne zawsze robią tzw." kasę" o
czym dobrze wiedzą producenci i aktorzy. A wiedzą to, bowiem poznali
tajemnicę tzw. “magicznego myślenia”, co z grubsza polega to na
tym, że najchętniej chcemy oglądać coś, czego brakuje
nam na co dzień. Jest to jakaś forma samo oszukiwania się ale
pozwala na co dzień pozostać przy zdrowych zmysłach. Choćby
tylko w kinie ale sprawiedliwości stanie się zadość. Winni
poniosą zasłużona karę a nam lżej zrobi się na
duszy.
Rzecz
charakterystyczna, że tego rodzaju filmy zaczęły robić
prawdziwą furorę w latach sześćdziesiątych , kiedy to w
amerykańskich Uniwersytetach poczęła wylęgać się
Polityczna Poprawność. Nawiedzeni “rządcy dusz” zaczęli
wyjaśniać zachowania zboczeńców, morderców oraz resztę
kryminalistów w związku z czym natychmiast zniesiono karę śmierci,
jako, że okazało się, iż przeciętny bandyta nie ma wpływu
na swoje zachowania, ergo - nie jest winny.
Zaczęło
się to chyba od obwiniania rodziców. Tak, Wysoki Sądzie, to prawda
że mój klient z zimną krwią zamordował właściciela
sklepu ale w młodości ojciec go bił, przez co został u niego
wykształcony odruch bezwarunkowej agresji. Potem przyszły seksualne
molestowania. Bandzior, który zgwałcił i zamordował nieletnią
dziewczynkę, ze łzami w oczach opowiadał przed sądem, że
jako pachole był seksualnie wykorzystywany przez daleką kuzynkę.
I tak mu to zaszkodziło, że nie może teraz kontrolować własnych
zachowań. Jest jeszcze nieśmiertelny “brak miłości” ze
strony rodziców oraz brak akceptacji i niezrozumienie ze strony otoczenia włączając
w to panią z podstawówki. Nasze sądy wezmą też pod uwagę,
jako okoliczność łagodzącą, stan upojenia alkoholowego
lub narkotycznego. Tak więc jak ktoś chce “rąbnąć”
bank to proszę nie zapomnieć walnąć sobie ćwiartki
przed wyjściem z domu. Tak na wszelki wypadek, jakby złapali. Zawsze
to połowa kary z głowy a w dodatku człowiek ma przyjemność.
Ostatnio specjaliści – strażnicy praw kryminalistów wymyślili
genetyczne obciążenia. No tak, Wysoki Sądzie, chłopak ma to
w genach, te morderstwa i kradzieże, przecież to nie jego wina, że
jest obciążony dziedzicznie. No to kogo wina, matki i ojca? Ale oni też
odziedziczyli geny po przodkach. Wychodzi na to, że winnego nie ma – są
tylko ofiary. Są też i tacy, co tłumaczą kryminalne
zachowania przeznaczeniem. Zapisane w gwiazdach, Wysoki Sądzie, nic na to
nie można poradzić. Takie to fatum i już, że właściciel
portfela musiał być pobity do nieprzytomności.
Byłoby
to wszystko śmiechu warte i niezły kabaret można by z tego zrobić
gdyby nie fakt, że jest to wszystko naszą smutną rzeczywistością.
Zobaczyć można te przykre szopki, zresztą za darmo, w salach sądowych
wszystkich miast australijskich. Tyle tylko, że śmiech zwykle miesza
się tam ze łzami, jak sobie popatrzeć na tych dostojnych sędziów,
z uwagą wysłuchujących piramidalnych bzdur a potem z poczuciem
dobrze spełnionego obowiązku zwalniającym po raz kolejny
recydywistów. Niejaki sędzia Frederick Kirkham z Nowej Południowej
Walii zwolnił za kaucją Leslie Camilleri we wrześniu 1997 roku.
Kilka dni później Camilleri wraz z kumplem okrutnie gwałcili a potem
zamordowali dwie nastolatki. W momencie zwolnienia bandyta był już 146
razy skazywany. Jak to możliwe, żeby ten ludzki śmieć nie był
odseparowany od nas, normalnych ludzi na długi czas, zanim popełnił
kolejną zbrodnię. A przecież takich przykładów można
podawać tysiące. Skąd się bierze ta niezachwiana wiara,
że brak kary będzie lepszym rozwiązaniem niż skazywanie.
Nasz własny naczelny sędzia Sądu Najwyższego w Zachodniej
Australii, niejaki David Malcolm od paru już lat upiera się, że
więzienie nie jest odpowiednim rozwiązaniem dla młodocianych
bandytów. Proponuje natomiast zwiększanie liczby świetlic oraz ogródków
Jordanowskich.
Ci dwaj
panowie nie są, niestety, odosobnieni w naszym, pożal się Boże,
wymiarze sprawiedliwości. Niesłychanie trudno znaleźć sędziego,
który nie przejmowałby się wymogami dzisiejszego szaleństwa
zwanego Polityczną Poprawnością. Zawsze bardziej zainteresowani
przykrym losem przestępców niż ofiarami. Z teorią, że więzienie
nie jest wystarczającym środkiem odstraszającym zgadzam się
zresztą w zupełności. Pod warunkiem, że mówimy o
dzisiejszych więzieniach. Każda cela podłączona do zbiorczej
anteny TV, video, biblioteka, sala gimnastyczna z siłownia, basen pływacki,
boiska do “footy” i coraz głośniej mówi się o “wesołych
domkach” w obrębie więzień, jako sposób na AIDS. Czego się
ma tu bać taki zatwardziały bandyta? Spotka kumpli z ostatniego skoku,
wszyscy wiedzą, że o narkotyki tam łatwiej niż na ulicy,
odpocznie trochę, poćwiczy z ciężarami, zawsze to krzepa
przydać się może w następnej rozróbie. Tylko dlaczego więzienie
ma przypominać hotel? Dlaczego sami więźniowie nie budują
sobie baraków w środku buszu, wszak nieużytków nam nie brak. I to w
obu znaczeniach tego słowa. Parę linii kolejowych w poprzek i wzdłuż
Australii też by się przydało nie mówiąc o autostradach. A
jako zasadę, można by przyjąć, że wynagrodzenie za pracę
w pierwszym rzędzie ma pokryć koszty ścigania przestępcy.
Czym dłużej się ukrywał, tym więcej do płacenia. W
ten sposób my, jako społeczeństwo, moglibyśmy przynajmniej w części
pozbyć się kosztów utrzymywania sił porządkowych. W następnej
kolejności kryminaliści musieli by płacić odszkodowania
osobom pokrzywdzonym. W takim scenariuszu wyrok powinien brzmieć: $350,000
do zapłaty. A jeśli zajmie to oskarżonemu 20 lat na
“odrobienie” no to trudno, tak musi być. Przynajmniej skończyły
by się te skandaliczne zwolnienia przed czasem, kiedy to wyrok 10 lat w
praktyce oznacza lat 5 za kratami. I bardzo proszę, żeby jakiś
“Łoś Dobrodziej” nie zaczął mi tu opowiadać o
powrocie obozów koncentracyjnych. Ja się nie kłócę o drobiazgi,
ja się kłócę o sprawy zasadnicze. Możemy to na przykład
nazwać “komasacją edukacyjną” i już, problem z głowy.
Inną,
moim zdaniem, niesłychanie istotną zmianą w aktualnym prawie
powinno być przywrócenie kary śmierci. Są ludzie, o ile można
użyć wobec nich tego terminu, którzy poprzez swe czyny stracili prawo
do życia. Mówię tu o wyjątkowo brutalnych morderstwach, gdzie
kwestia winy nie podlega żadnej wątpliwości. Wspomniany wyżej
Leslie Camilleri ze wspólnikiem, którzy ze śmierci dwóch dziewczynek
uczynili sobie zabawę. Catherine i David Birnie którzy najpierw okrutnie
torturowali, gwałcili a później zamordowali cztery kobiety. Oboje
zresztą mają szansę na przedterminowe zwolnienie w roku 2007.
Ivan Milat, którego sposoby egzekucji ofiar były tak potwornie okrutne.
William Mitchell z Geraldton, zamordował siekierą troje dzieci, potem
ich matkę by z jej trupem odbyć stosunek seksualny. John Wayne Glover
który zamordował sześć starszych kobiet. William McDonald –
zamordował czterech mężczyzn. Zanim zabił, znęcał
się nad ofiarami długi czas, między innymi obcinając im
genitalia. Lista tych zwyrodnialców może być długa a rejestr ich
straszliwych zbrodni jeszcze dłuższy. Tak przy okazji, utrzymanie każdego
z nich przez 30 lat kosztuje nas około 3 miliony dolarów. W sumie kilkaset
milionów. A tu na szpitale i pomoc starszym ludziom brakuje pieniędzy.
Stryczek lub zastrzyk byłby dużo tańszy bowiem te ludzkie hieny,
moim zdaniem, na nic lepszego nie zasługują.
Zbigniew
Koreywo