Dziecko we mgle.

Gustaw Herling-Grudziński powiedział kiedyś, że ludzie dzielą się na mądrych i inteligentnych. Powiedział też, że połączenie tych dwóch typów jest rzadkością .

I tak ludzie mądrzy, zdaniem pana Gustawa, to ci, co są zdolni ogarniać umysłem otaczającą ich rzeczywistość i stąd wyciągać odpowiednie wnioski. Tacy osobnicy zwykle bazują na własnym i innych doświadczeniu, postrzegają świat taki jak jest, jednym słowem mają tzw. zdrowy rozsądek. Można powiedzieć, że są jak wino, z upływem lat nabierają coraz to lepszych właściwości.

Ludzie inteligentni natomiast zwykle specjalizują się w jakiejś dziedzinie nauki, sztuki itp. Są w stanie ogarnąć umysłem meandry fizyki jądrowej lub też genetyka nie ma dla nich tajemnic. Mogą pięknie pisać lub tworzyć wspaniałe dzieła teatralne co nie znaczy jednak, że muszą jednocześnie posiadać tzw. życiową mądrość. Świat zna wiele przykładów, gdzie ludzie szalenie inteligentni, wybitni specjaliści, są niejako gamoniowaci w sprawach związanych z codziennym życiem. Jako ilustrację tej kategorii niech mi wolno będzie powołać się na Johna Lennona, jednego z wspaniałej czwórki “The Beatles”. Muzyczny geniusz, któremu się zdawało, że fotografując się na golasa z Yoko Ono (co mimo wszystko było zabiegiem szokującym z punktu widzenia czystej estetyki) walczy o światowy pokój.

Natomiast w Australii jednym z najlepszych przykładów tego typu ludzi jest Sir Gustav Nossal – niedawno ogłoszony przez premiera Johna Howarda “Człowiekiem roku 1999”.

Pan Nossal, z pochodzenia Austriak, przybył do Australii dawno temu, w obawie przed rosnącą falą nazizmu w Europie. Wybitny naukowiec w świecie medycyny jest także zastępcą przewodniczącego Rady do Spraw Integracji Ludności Aborygeńskiej (Council for Aboriginal Reconciliation). Zapewne z racji zajmowanego stanowiska, Sir Gustav ostatnio publicznie poparł tych aborygeńskich aktywistów, którzy planują protesty w trakcie nadchodzących Igrzysk Olimpijskich. Oświaczył również, że tzw. prawo trzech wykroczeń jest nieludzkie i w związku z tym domaga się jego zniesienia.

W świecie, coraz to bardziej opętanym szaleństwem “Politycznej Poprawności”, sprawa ludności aborygeńskiej (z łaciny: ab origini) w Australii jest niesłychanie delikatna. Wydaje się, że rząd federalny jak i stanowe robią co mogą aby tylko uniknąć zadrażnień.

Niemniej ostatnio niezależny poseł do Stanowego Parlamentu Mark Nevill zaapelował o zmniejszenie o połowę Aborygeńskich organizacji w Australii, twierdząc, że wiele z nich jest powoływanych tylko i wyłącznie po to, by dostać państwowe dotacje. Jak się okazuje, w Australii jest zarejestrowanych na szczeblu federalnym 2850 aborygeńskich organizacji i tysiące więcej na szczeblach stanowych. Przypomnijmy, że obecnie na Antypodach, na ogólną liczbę ludności 18 967 000 przypada około (dokładne dane niemożliwe do ustalenia) 425 000 ludności aborygeńskiej, czyli około 2,3% populacji.

Tak czy inaczej, pierwotni mieszkańcy Australii zamierzają serią protestów zakłócić Igrzyska Olimpijskie i w tym zamierzeniu znaleźli sojusznika, Sir Gustava Nossala. Wzywają także wszystkich aborygeńskich zawodników, by demonstracyjnie odmówili wzięcia udziału w tych najważniejszych dla świata zawodach sportowych.

Co prawda nie wszyscy czarnoskórzy atleci tego chcą i na przykład najlepsza aktualnie w kraju sprinterka Cathy Freeman, publicznie odrzuciła wezwania do bojkotu twierdząc, że polityka nie powinna być mieszana ze sportem. Spotkało się to z ostrym potępieniem ze strony przywódców organizacji aborygeńskich, gdzie słowo “naiwna” było bodajże najłagodniejsze. Powiedziano jej także, że skoro polityczni liderzy plemienni nie mówią jej jak ma biec, by wygrać, to ona z kolei nie powinna mówić im, co mają robić.

I tak pan Dennis Eggington, szef Aborygeńskiego Biura Prawnego (Aboriginal Legal Service) twierdzi, że powodem planowanych protestów są relacje między-rasowe w Australii. Dodał także, iż Igrzyska Olimpijskie są zbyt ważnym wydarzeniem, by nie wykorzystać ich w celu pokazania światu, w jakich to warunkach przyszło jego ludziom żyć.

Co do relacji między-rasowych to muszę się przyznać, iż nie bardzo wiem, o co panu Eggingtonowi chodzi. Słowo “rasista” budzi w Australii taką grozę, że poza kilkoma wyjątkami, nikt nie odważa się nawet myśleć “Politycznie Niepoprawnie”.

Co innego natomiast, że być może chodzi tu o “wynalezienie” domniemanych rasistów, którzy mogliby potwierdzać zasadność istnienia biura pana Eggingtona. Trochę tak jak ze środowiskiem żydowskim. Jak to kiedyś powiedział bardzo ładnie pewien mądry Żyd: “Moi ziomkowie nie potrafią żyć bez antysemityzmu. Jak go gdzieś nie ma, zaraz go sobie wymyślą”. Zaś co do warunków, w jakich żyje ludność aborygeńska, to w porównaniu z resztą kraju są one rzeczywiście fatalne. Tyle tylko, że nikt nikogo w tym kraju nie zmusza do takiego lub innego trybu życia. Nikt nikomu nie zabrania pracować i zarabiać w ten sposób na godne życie. A jednak jest inaczej, na co składa się szereg uwarunkowań ale o tym to już chyba w innym felietonie.

Zaś co do pana Nossala, to pomimo swej niewątpliwej inteligencji, nie rozumie podstawowych zagadnień socjalnych, charakterystycznych dla społeczeństwa mieszanego czy też wielorasowego. Trochę tak, jakby ktoś był w stanie swobodnie rozwiązywać wielostopniowe równania różniczkowe a miał kłopot z liczeniem do dwunastu, i to nawet po zdjęciu butów.

Słusznie uważając, że zakłócanie Igrzysk Olimpijskich niewątpliwie zwróci uwagę świata na problemy australijskie, całkowicie myli się, w ocenie skuteczności takiej akcji. Australijczycy mają swój honor i będzie im wstyd, że ktoś próbuje publicznie prać domową bieliznę. Tym bardziej, że w opinii większości są to brudy wyimaginowane. Od wstydu do niechęci tylko jeden mały krok. Tyle lat pracy na rzecz poprawy warunków bytowania ludności aborygeńskiej może zostać zaprzepaszczone w ciągu kilku tygodni. Jakiekolwiek naruszenie porządku przez aborygeńskich aktywistów na pewno spotka się z niechętnym czy wręcz wrogim przyjęciem reszty społeczeństwa. Jak ma się to przyczynić dla sprawy rdzennej ludności Australii – nie pojmuję. Wiem natomiast, że prawdopodobnie spowoduje to falę niechęci do tubylców w tym kraju, a tego nie powinni chcieć przede wszystkim sami Aborygeni.

W dodatku takie protesty ustawią rząd federalny i lobby pro-aborygeńskie na kursie konfliktowym. Igrzyska Olimpijskie, szczególnie w roku 2000, są dla Australii wydarzeniem niesłychanie istotnym i wymagającym ogromnych inwestycji. Rząd nie może pozwolić sobie na straty finansowe, wynikłe z powodu jakichkolwiek obstrukcji organizacyjnych .

Przy całym tym Politycznie Poprawnym terrorze, wszak trzeba pamiętać, że mimo wszystko jeszcze jesteśmy państwem demokratycznym, nawet jeśli jest to demokracja nieco schorowana . Z całą pewnością pamiętać o tym będzie także rządząca koalicja partii Liberalno-Narodowej tym bardziej, że pozostaje opcja partii prawicowej “One Nation”. Czy o to chodzi panu Nossalowi? Czy też może jest on jak zagubione dziecko we mgle, wybierające kierunek w zależności od chwilowej fantazji. Tyle tylko, że fantazje, choćby nie wiem jak piękne, zwykle mało mają wspólnego ze zwykłą rzeczywistością.

Zbigniew Koreywo                                     Wróć do spisu treści