Gwoli prawdzie o p. Augusto Pinochet.
W numerze 40 Tygodnika Polskiego zostałem pomówiony o dwie sprawy: po pierwsze, że patrzę na wydarzenia w Chile poprzez pryzmat “patologicznego antykomunizmu” oraz, że nie odrobiłem pracy domowej a co za tym idzie, zdradzam “kompletny brak znajomości odnośnych faktów”. Przypominam, że w jednym ze swoich felietonów nazwałem senatora Augusto U. Pinocheta chilijskim patriotą, któremu udało się powstrzymać komunistyczną zarazę, za co mu wieczna cześć i chwała.
Odpowiadam dopiero teraz, jako, że Typol dociera tu do nas na wioskę w Australii Zachodniej ze znacznym opóźnieniem. Mamy za to świeże powietrze i to pomimo usilnych starań Kuriera Zachodniego.
Ale do rzeczy – zacznijmy od “patologicznego antykomunizmu”. Ano, zaleciało mi tu “koszerną moralnością”, która każe ścigać przez całą Europę urzędników Vichy a nawet słowem nie zająknie się o komunistycznych ludobójcach. Na przykład taki Łazar Kaganowicz, z pochodzenia Żyd, w latach 1930 – 40 prawa ręka Stalina – odpowiedzialny za śmierć ponad
20 milionów ludzkich istnień – czyż nie zasługuje na potępienie bardziej niż najgorszy z hitlerowskich oprawców? Tak między nami Sarmatami, panie Weiss, zapach tej koszernej moralności nie należy do najprzyjemniejszych. Też lubię czosnek ale bez przesady. Natomiast implikacje, że nie lubię komunizmu są jak najbardziej na miejscu. Mało tego, nienawidzę marksistowsko-leninowskiego ustroju, w którym drutuje się ludziom ręce na plecach a potem strzela w tył głowy nad wykopanym rowem. Nienawidzę wyrzucania zamarzniętych zwłok niemowląt z bydlęcych wagonów, którymi masy ludzkie były transportowane na długą śmierć w tajgach Syberii. Organicznie wprost nie znoszę konania matek w niewyobrażalnych mękach głodowych, ponieważ oddawały ostatnie okruchy jedzenia swym dzieciom choć odsuwało to agonie dziatwy tylko o kilka dni. Nienawidzę systemu, który zamordował ponad 100 milionów ludzi a przecież każda z ofiar tak bardzo chciała żyć.To tyle, jeśli chodzi o “patologiczny punkt widzenia komunizmu”, p. Weiss.
Natomiast co do faktów historycznych to można z łatwością je zweryfikować, posługując się wiedzą źródłową a tym samym udowodnić, że jednak lekcję historii Chile odrobiłem.
Otóż prawda jest, że Salvatore G. Allende, z zawodu lekarz, który już w 1933 roku założył Chilijską Partię Socjalistyczną, w roku 1970 wygrał wybory prezydenckie w sposób jak najbardziej demokratyczny. Prawdą jest też, że swe rządy rozpoczął od wysokich podwyżek robotniczych zarobków oraz inteligencji, dławiąc jednocześnie wzrost cen. Przez krótki czas napędzało to gospodarkę, bowiem rynek odpowiedział zwiększeniem produkcji, co z kolei wpłynęło na znaczny spadek bezrobocia. Tyle tylko, p. Weiss, że pieniądze nie chcą rosnąć na drzewach, co, jak sądzę, kto jak kto ale pan powinien wiedzieć. Drukowanie pieniędzy bez pokrycia w rezerwach nosi znamiona czynów kryminalnych albo też czystej desperacji. To tyle, jeśli chodzi o, jak pan się wyraził: “wysoka inteligencję “ marksistowskiego ideologa, S. Allende. Poza tym, dookoła mnóstwo rozumnych gnid, nieprawdaż, p. Weiss. Weźmy na przykład Jurka Urbana – wysoka inteligencja, a jakże. Nie znaczy to jednak, że automatycznie czyni go to porządnym człowiekiem – wprost przeciwnie, miał na tyle rozumu, żeby rozróżnić dobro od podłości.
Natomiast wracając do Chile, to za czasów prezydentury Allende, jedynym z czynników powodujących załamanie się gospodarki było idiotyczne centralizowanie przemysłu. Nigdy i nigdzie taki sposób zarządzania nie przyniósł dobrych rezultatów, o czym wiedzieć powinien nawet lekarz z politycznymi aspiracjami. Chyba, że o ekonomii Chile decydowano w Moskwie, wtedy to co innego, jak mus to mus. Tak więc taki “rewolucyjny” styl spowodował przede wszystkim spadek produkcji rolnej a co za tym idzie zmusił rząd do kosztownego importu żywności. Próbując opanować sytuację, w 1972 roku zostało w Chile wprowadzone racjonowanie żywności. Skąd my to znamy – kartki na wszystko a w sklepach pustki. Jak w tym starym dowcipie: jaka jest różnica pomiędzy sklepami mięsnymi z Polski przedwojennej oraz komunistycznej? Otóż przed wojną na szybie było napisane “Rzeźnik” a w środku było mięso. Po wojnie szyldy głosiły “Mięso” choć w środku był tylko rzeźnik.
Zaś co do samego S. Allende, to w 1972 r. bezprawnie ordynował ustawę, zezwalającą na nieograniczona grabież własności prywatnej. Zgodnie z ta ustawą, wszystko mogło być znacjonalizowane – przedsiębiorstwa, fabryki, domy, farmy itd. Co prawda, ustawa ta nigdy nie została ratyfikowana przez Chilijski Kongres ale nie przeszkadzało to prezydentowi okradać własnych obywateli. Na domiar złego, nie zmieniło to ani na jotę tragicznego już położenia gospodarki. W połowie 1973 roku i jeszcze przed wojskowym przewrotem, oficjalna stopa inflacyjna przekroczyła
500% w skali rocznej.Politycznie natomiast, S. Allende opierał się głównie na Partii Socjalistycznej choć w skład jego koalicji wchodziły też takie ugrupowania jak skrajnie lewicowa MIR, domagająca się głośno uzbrojenia proletariatu oraz wyrżnięcia w pień klasy kapitalistycznej. Jednym słowem miał to być kolejny “bój” co to “jest nasz ostatni”. Co to by znaczyło dla narodu chilijskiego my, Polacy, wiemy najlepiej, wszak przerabialiśmy te komplety w szkole komunizmu przez prawie pół wieku. Dziś resztki tej internacjonalistycznej hołoty chilijskiej można zobaczyć na ulicach Londynu, gdzie pod czerwonymi sztandarami z sierpem i młotem wyją z radości, kiedy socjalistyczny rząd Anglii nosi się z zamiarem wydania senatora Augusto U. Pinocheta obcemu państwu.
Zaś w Chile w 1973 roku nastąpiło przesilenie rządowe, w wyniku czego chilijski senat większością głosów zdeklarował, iż kraj jest w ruinie i zażądał od Allende natychmiastowego złożenia urzędu. Był to czas szalenie trudny dla Chile bowiem na ulicach odbywały się już regularne bitwy prawicowych organizacji z komunistycznymi bojówkami MIR-u. Na oficjalne wezwanie senatu, w którym na szczęście dla Chile przeważali patrioci, na scenę wkroczyła armia pod dowództwem Augusto U. Pinocheta. I wtedy to właśnie Salvatore G. Allende, po krótkim starciu z otaczającym go w pałacu prezydenckim odziałem armii, popełnił samobójstwo. Okazało się również, że w jego rezydencji przebywał już wtedy doborowy oddział komandosów kubańskich.
Tyle fakty historyczne, które, jak już to wcześniej powiedziałem, mogą być z łatwością zweryfikowane. Gdyby ktokolwiek był tym zainteresowany, służę źródłami. Natomiast w Tygodniku Solidarność ukazał się swego czasu wywiad z Władimirem Bukowskim, znanym rosyjskim dysydentem. To ten sam Bukowski, który siedział w obozie koncentracyjnym oskarżony o wybryki chuligańskie a którego później Sowieci wymienili na chilijskiego komunistę, Luisa Corvalana. Moskiewska ulica zareagowała wtedy na to wierszykiem:
Pomienili chuligana
Na Luisa Corvalana.
Gdzie takoju najdzi badź
Sztoby Lońku pomieniać.
Mniej zorientowanym wyjaśniam, że “Lońka” to był sam “car” Leonid Brezniew, zwany także w pewnych kręgach “żywym trupem”.
Natomiast sam Bukowski, w odpowiedzi dziennikarzowi, który podniósł kwestię wielu ofiar, które zginęły w czasie przewrotu wojskowego A. Pinocheta, powiedział:
| “(...) weźmy pod uwagę warunki, w jakich gen. Pinochet mordował swoich przeciwników. Posiadam w moim archiwum 20 lub 25 dokumentów sowieckich, z których wynika, że Moskwa wysyłała wyszkolonych w ZSRR dywersantów z szeregów komunistów i socjalistów chilijskich. Ich szkoleniem zajmowało się KGB oraz wywiad wojskowy GRU. Wysyłano ich do Chile uzbrojonych i wyposażonych w broń i materiały wybuchowe. | |
| Za czasów prezydentury Salvatore Allende? | |
| Nie, za czasów rządów A. Pinocheta. Za prezydentury Allende nie było potrzeby konspiracyjnego przemycania grup dywersyjnych, gdyż bojowców szkolono zupełnie otwarcie. (Poza tym) prowadzono rozmowy o dostawach broni dla armii chilijskiej, gdyż Moskwie chodziło o uzależnienie sił zbrojnych Chile od dostaw sowieckich. Przez krótki okres tej współpracy chilijsko-sowieckiej, zadłużenie Chile urosło do kilkuset milionów dolarów. Natomiast po przewrocie zbrojnym Pinocheta, Moskwa prowadziła nie wypowiedzianą wojnę przeciwko jego krajowi (...)”. |
Zostawiam tę wypowiedź bez komentarza. Zaś co do łamania praworządności i tortur w Chile, to zdarzają się one w każdym kraju i są bez wątpienia wysoce naganne. Niemniej, gdyby na przykład John Howard (premier Australii), miałby być osobiście odpowiedzialny za wszystkie akty brutalności policji w Australii, to już dawno powinien być wydany, na przykład Irlandii.
Nie bardzo rozumiem też, co pan Weiss, zwolennik S. Allende a więc systemu opartego na podstawach marksistowsko-leninowskich, robi w Australii, w kraju, jakby nie było, jak najbardziej kapitalistycznym. Jest przecież jeszcze Kuba, nie wspominając Korei Północnej, gdzie obok obozów koncentracyjnych, głodu i zapaści cywilizacyjnej -kwitnie, że tak powiem, komunizm. Jak myślę, jest coś obrzydliwego i głęboko niemoralnego w obżeraniu się przy zasobnym stole kapitalizmu i jednoczesnym smarkaniu w wykrochmalony obrus.
Zbyszek Koreywo
Październik 1999.