Irak
– samotna śmierć.
Dnia 6 sierpnia, 1990 roku Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych jednomyślnie zatwierdziła sankcje gospodarcze wymierzone przeciwko Irakowi. Trochę później, siły zbrojne połowy cywilizowanego świata raptem przerwały ofensywę, choć armia iracka została rozbita i starożytny Bagdad praktycznie stał otworem. Mało kto wtedy to rozumiał i wszędzie słyszało się pytanie: „dlaczego pozwolono temu potworowi, Saddamowi Hussein, który w międzyczasie porównywany był najczęściej do Hitlera, przeżyć? Dlaczego nie kontynuowano natarcia aż do pełnego zwycięstwa?” Dziś odpowiedź jest już znana. Nie chodziło o Saddama ani o jego rodzinę i nie oni mieli być zlikwidowani. Wprost przeciwnie, pozwolono im żyć by mieć argument na to, żeby skazać na śmierć cały naród iracki.
Jak się ta tragedia zaczęła, wszyscy wiedzą, bowiem dziś żyjemy w takim dziwnym świecie, że nawet aktualne konflikty zbrojne możemy oglądać w zaciszu domowych pieleszy. Co prawda, wszystkie te dramaty pokazywane są z „jedynie słusznej” strony, co dla większości z nas nie jest zabiegiem obcym, bośmy to przerabiali w klasach komunistycznego zamordyzmu. I tu, tak na marginesie, nasuwa się oczywista konkluzja, że jest, niestety, jakaś historyczna ciągłość w otaczającej nas rzeczywistości. I tym wszystkim (w tym mnie samemu) którym się zdawało, że zmiana adresu domowego na Australię, USA, Kanadę, Niemcy itd. może zmienić otaczające ich realia, no, to tylko tak się nam wydawało.
Natomiast Irak, po przerażającym pogromie militarnym w 1991, leżał dosłownie i w przenośni, w gruzach. Wystarczy powiedzieć, że już podczas pierwszego dnia bezlitosnego bombardowania, zrzucono na Irak tyle ton materiałów wybuchowych, że równały się one sile wybuchu bomby atomowej eksplodowanej nad Hiroszimą. A był to przecież dopiero początek masakry. Pamiętam, mówiono nam wtedy w publicznych przekaziorach o niszczeniu ośrodków produkcji broni bakteriologicznej, chemicznej itd. Także i o tym, że w ostatniej chwili cywilizowany świat zatrzymał katastrofę ludobójstwa w tamtym rejonie, że wielonarodowe siły zbrojne w naszym imieniu i za nasze, podatników, pieniądze zaprowadzą tam ład, porządek, sprawiedliwość i demokrację. W rzeczywistości bombardowano elektrownie, magazyny żywności, szkoły, szpitale, budynki administracyjne, zakłady uzdalniające wodę, instalacje petrochemiczne itd. Zamiast demokracji pozostawiono przy władzy Saddama a resztę zniszczenia tego wielkiego kraju, który był kolebką naszej cywilizacji, dokonały sankcje gospodarcze. Jednym słowem ONZ, a właściwie pięcioosobowa Rada Bezpieczeństwa obiecywała jasny, czysty dom a tak naprawdę przyniosła ciemność, głód, niewypowiedziane cierpienia oraz śmierć niewinnych.
Żeby lepiej zrozumieć, co znaczą sankcje trzeba pamiętać, że
Irak, tak jak inne kraje w tamtym rejonie, ma pod dostatkiem tylko dwie rzeczy: piach i ropę naftową. Zanim zaczął się na świecie boom samochodowy, po pustyniach arabskich wędrowały biedne gromady Beduinów, które starały się, z mniejszym czy też większym powodzeniem, doskonalić sztukę przetrwania w wyjątkowo trudnych warunkach. A potem wymyślono silnik spalinowy który sprawił, że w krótkim czasie piach Arabii zamienił się w żyzne ogrody, piękne miasta, szerokie, asfaltowe szosy, baseny z krystaliczną wodą a każdy obywatel szczęśliwego kraju dostawał każdego miesiąca spora kwotę tylko dlatego, że żył. Wszystko to, oczywiście dzięki petro-dolarom. Ale, i jest to ważne dla zrozumienia warunków gospodarczych tamtych krajów, nawet wodę do basenów importowano z zagranicy. W tej sytuacji zniszczenie krajowej infrastruktury, co stało się w Iraku w wyniku długotrwałego bombardowania, plus sankcje ekonomiczne, zakazujące exportu oraz importu, mogło oznaczać tylko jedno. Powolną śmierć całego narodu.
Dzisiaj, przygodnemu wędrowcy odwiedzającego Irak, o ile jeszcze są tacy śmiałkowie, rzuca się w oczy przede wszystkim ogromna zmiana społeczna tego dumnego niegdyś kraju. Ulice pełne żebraków, głodne dzieci polujące na skrawki jedzenia, młodociane prostytutki, wycierające bruki bocznych ulic. A przecież jeszcze nie tak dawno było to w Iraku nie do pomyślenia. Natomiast teraz okazuje się, że sankcje gospodarcze nie tylko zniszczyły gospodarcze zaplecze ale także poważnie zdeformowały stosunki społeczne, w tym tradycyjną, iracką rodzinę. W wyniku zwykłej biedy dziś jest tam wiele samotnych matek, które z trudnością wiążą koniec z końcem. Ludzie na ulicach sprzedają ostatnie wartościowe przedmioty w nadziei, że kupią swym dzieciom kilka dni strawy. Nikt już nie myśli o zapewnieniu im właściwej edukacji, o książkach, o uczeniu wrażliwości na piękno i dobro –został już tylko instynkt samozachowawczy, często brutalny i nie znający litości.
Jeszcze innym skutkiem międzynarodowej blokady jest załamanie się irackiego pieniądza. I tak, w 1990 roku za jeden dinar płacono w świecie trzy dolary amerykańskie. Dziś trzeba 1500 dinarów, by kupić 1 dolar. I ta ogromna dewaluacja praktycznie zbankrutowała nie tylko większość prywatnych firm irackich ale także w stosunkowo krótkim czasie pozbawiła oszczędności średniej klasy irackiej; nauczycieli, inżynierów, techników, naukowców, drobnych przedsiębiorców itd. Zresztą zdecydowana większość nauczycieli pracuje tam dziś na dwóch etatach. Rano uczą w szkołach a wieczorami jeżdżą taksówkami, sprzątają biura itd. Jaki to będzie miało, czy też już ma, skutek dla młodych pokoleń - nie trudno się domyśleć. Niedouczone pokolenie, wyrywane z tradycyjnej rodziny, często bez ojca w domu lub bez matki, zmuszone do znajdowania źródeł dochodu. Nie tak dawno Irak nie znał problemu kryminalnych zachowań nastolatków, prostytucji młodych dziewcząt – dziś są one codzienną rzeczywistością. Czy może być lepszy pomysł na zniszczenie kraju jak odebranie mu przyszłości? I komu na tym tak bardzo zależy? Co można dostać w zamian za zdemoralizowanie młodego pokolenia całego narodu?
Poza tym, w wyniku blokady gospodarczej, następuje w Iraku gwałtowny drenaż intelektu oraz przedsiębiorczości. Profesjonaliści, ludzie obrotni, jeżeli mają jeszcze jakie takie oszczędności, starają się opuszczać kraj, bo nie widzą już nadziei na lepsze życie. Nie ulega wątpliwości, że będzie to miało fatalne, długofalowe skutki dla Iraku, bowiem dzieci tych ludzi już pewnie tam nie wrócą. Podobnie jak do Polski nie chcą wracać nasze dzieci – i słusznie, bo w dalszym ciągu nasz kraj dławiony jest czerwonymi łapami tych samych ludzi, którzy często wcześniej pozmieniali nazwiska a teraz tylko zmienili nazwy organizacji.
Bombardowanie Iraku zburzyło nie tylko domy mieszkalne ale także i elektrownie. Co znaczy dziś prąd elektryczny przekonać się może każdy, komu go zabraknie choćby na kilka godzin. A w Iraku, dzięki sankcjom, elektrownie dziś produkują zaledwie 40% tego, co były w stanie zapewnić przed 1990 rokiem. Powoduje to poważne zaburzenia w pracy poczty, szpitali, systemów komunikacyjnych, transportu publicznego, banków itd. i co równie ważne, ludzie są masowo zwalniani z pracy. Jak wygląda społeczeństwo z ogromnym odsetkiem ludzi bezrobotnych i jakie to ma skutki na dłuższą metę, wiedzą wszyscy. I znowu, dzieje się tak, bowiem jakieś potężne siły postanowiły zrujnować Irak. Pytanie oczywiście, dlaczego? Oficjalnie, Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych utrzymuje, że sankcje zostaną zniesione, jeśli Irak pozwoli międzynarodowym inspektorom przekonać się na własne oczy, że nie produkuje oraz nie składuje na swoim terenie śmiercionośnej broni masowego rażenia. No dobrze, ale międzynarodowe komisje przebywały na terenie Iraku przez kilkadziesiąt miesięcy ale sankcje nie zostały zniesione. Poza tym, nie tak daleko od Iraku, w państwie Izrael, znajdują się ogromne złoża broni chemicznej, bakteriologicznej oraz zupełnie już nielegalnie, broni jądrowej. Chciałoby się zapytać dlaczego, w takim razie, Rada Bezpieczeństwa ONZ nie nakłada embarga na produkty izraelskie oraz nie zarządza blokady ekonomicznej i militarnej. Jak wszyscy wiedzą, jest akurat na odwrót; jak swego czasu skarżył się pewien amerykański wojskowy, Izrael otrzymuje z USA dostawy broni, zanim znajdzie się ona jeszcze na wyposażeniu armii amerykańskiej. Podobnie jest z Północną Koreą, która też rozporządza ogromnym arsenałem śmierci a w dodatku funkcjonują tam do dziś obozy koncentracyjne, masowo mordujące tzw. „nieprawomyślnych”. Dlaczego zatem Rada Bezpieczeństwa nie zajmuje się tymi krajami a całą uwagę koncentruje na Iraku? Odpowiedź jest prosta. Saddam Hussein, dzierżymorda i okrutnik, jak chcą tego polit-poprawne światowe przekaziory, skrzyżowanie Hitlera ze Stalinem z domieszką Pol Pota tak naprawdę ma tylko jedną wadę: nie przestaje upierać się przy pomocy Palestyńczykom oraz wysoko wznosi zielona flagę Islamu. W dodatku flaga ta trzepocze nie tak daleko od państwa Izrael a tego to już Rada Bezpieczeństwa tolerować nie będzie.
W związku z tym, możni tego świata skazali na śmierć cały naród. I żeby nie być gołosłownym w tym stwierdzeniu, niech mi będzie wolno przytoczyć dane UNICEF z 1998 roku:
„Gwałtowny
wzrost śmiertelności wśród dzieci poniżej 5 lat (rocznie
ponad 40 000 więcej niż w
roku 1989) związany jest głównie z biegunką, zapaleniem płuc
oraz niedożywieniem. Wśród dzieci w wieku ponad 5 lat śmiertelność
(rocznie ponad 50 000 więcej w porównaniu z rokiem 1989) jest związana z
zaburzeniami pracy serca, cukrzycą, rakiem, niewydolnością pracy
nerek i wątroby.” W Iraku, w związku z nałożonymi
sankcjami, dziennie umiera
około 250 osób.
„Obecnie w Iraku 32% dzieci w wieku poniżej 5 lat (około 960 000) jest chronicznie niedożywionych – jest to około 72% więcej niż było w 1991 roku. „ - UNICEF listopad 1997 r.
„Iracki system opieki zdrowotnej jest bliski totalnego załamania, bowiem leki, urządzenia szpitalne, części zamienne do istniejących maszyn itd. nie są dostarczane z zewnątrz, nawet po uzgodnieniu „ropa naftowa za żywność” programu, zezwalającemu Irakowi sprzedawać ograniczone ilości ropy” - World Health Organisation.
„4 500 dzieci irackich, poniżej wieku 5 lat, umiera miesięcznie w wyniku głodu i chorób. Z pozostałych, większość żyje na granicy przetrwania” - UNICEF, październik 1996 rok.
W 1999 roku, Denis Halliday, w proteście przeciwko zbrodniczym sankcjom nałożonym na Irak, oficjalnie wycofał się z pracy na rzecz ONZ. W swym pożegnalnym przemówieniu powiedział, że w czasie 13 miesięcy, kiedy to przebywał na terenie Iraku, mógł na własne oczy przekonać się, jakie spustoszenia wśród ludności cywilnej wyrządza blokada gospodarcza. Stwierdził też, że w bezpośrednim związku z nimi, w Iraku umiera miesięcznie od 6 do 7 tysięcy dzieci w wieku poniżej 5 lat. Rocznie daje to sumę około 78 000 maluchów, które umierają tylko dlatego, że gdzieś w świecie ktoś postanowił zniszczyć ich ojczyznę. A trzeba pamiętać, że blokada Iraku trwa już od 12 lat.
Kiedy przyjrzeć się tym cyfrom bliżej, włosy jeżą się na głowach normalnym ludziom. I nic dziwnego, że ostatnio Stany Zjednoczone rękami i nogami bronią się przed zatwierdzeniem międzynarodowych Trybunałów, mogących wystąpić z aktem oskarżenia przeciwko każdemu, kto dopuścił się zbrodni ludobójstwa. A z masowym ludobójstwem mamy dziś do czynienia w Iraku. I ci, co są za to odpowiedzialni, wiedzą, że któregoś dnia może przyjść także i ich Norymberga.
Natomiast my tu, w Australii, powinniśmy pamiętać i o tym, że okręty wojenne z australijską flagą walnie przyczyniają się do śmierci setek tysięcy cywili, totalnie niewinnych ludzi, którzy mieli tego pecha, że urodzili się w Iraku. Nie wiem jak Wy, drodzy czytelnicy, ale ja nie czuję się najlepiej kiedy pomyślę sobie, że pieniądze z mojego podatku, pomogły dziś zamordować kolejne irackie dzieci.
Zbyszek Koreywo