ISLAM.

Jest religią wyznawaną przez około 20% ludzkości czyli przez ponad miliard osób. Co ciekawe a mało znane to to, że Islam, który powstał na początku VII wieku, był kontynuacją judaistycznego i chrześcijańskiego monoteizmu, czyli wiary w Jednego Boga. Dziś popularne wyobrażenia o tej wielkiej religii są pełne przekłamań, agresji, niedomówień i ordynarnego wręcz jątrzenia a wszystko to za sprawą “sił potężnych a zarazem totalnie amoralnych”.

I tak, już od wielu dziesiątków lat, kiedy tylko publiczne “przekaziory” zaczynają mówić o muzułmanach, często dodawane są przymiotniki w postaci “fundamentalistyczny” i “terrorystyczny” co ma utrwalić w naszej podświadomości obraz Arabów – bandytów, dla których życie ludzkie nie ma większej wartości. W ten sposób ustawia się ich na przeciwnym, w stosunku do nas, biegunie wartości moralnych, które my wynieśliśmy z cywilizacji chrześcijańskiej. I zachodzi tu rzecz szalenie ciekawa. Dla ludzi dysponujących środkami masowego przekazu obraz komunizmu, jakby nie było najbardziej zbrodniczego systemu kiedykolwiek wymyślonego przez chory mózg człowieka, nigdy w zasadzie nie był do końca negatywny. Natomiast Islam, który jest przecież tak blisko spokrewniony z religią chrześcijańską, od dawna kojarzy się im z zagrożeniem dla świata tzw. “wolnej demokracji” a więc tylko z złem i podłością. Mam też wrażenie, że ta ofensywa przeciwko Islamowi, aczkolwiek zawsze w tle od kiedy pamiętam, nasiliła się wyraźnie od początków lat dziewięćdziesiątych. Jakby nie było właśnie wtedy nastąpił pierwszy atak na państwo muzułmańskie, Irak, z użyciem całego arsenału najnowocześniejszej techniki, zorientowanej na odbieranie życia ludzkim istotom. Właściwie od tego czasu propaganda tzw. “zachodniej demokracji” ukierunkowała się na przedstawianiu Islamu jako wroga numer 1 naszej cywilizacji. Cel osiągano przy pomocy filmów z Hollywood – tutaj Arabowie porywają samoloty, po czym z chichotem mordują śliczne stewardesy; telewizji i radia, gdzie każdego Araba kojarzy się z fanatykiem, żądnym krwi malutkich staruszek; prasy, gdzie wydziwia się nad losem biednych kobiet muzułmańskich itd. W dodatku, w momencie jakiegokolwiek ataku terrorystycznego gdzieś na świecie, przekaziory natychmiast winą obarczają “muzułmańskich ekstremistów”, nawet, jeśli brak najmniejszych dowodów na to, że to właśnie oni są winni tragedii. A wszystko to ma spowodować, że kiedy na głowy niewinnych muzułmanów zaczynają się walić gruzy ich w własnych domów, kiedy armie zachodnich imperiów bezlitośnie mordują setki tysięcy Arabów, kiedy ich dzieci umierają tysiącami z głodu i braku lekarstw, my, obywatele imperiów będziemy się temu obojętnie przyglądać w zaciszu własnych domów.

Historycznie rzecz ujmując, konflikt pomiędzy wyznawcami Allacha a światem zachodnim istniał od bardzo dawna. Z jednej strony muzułmanie prowadzili ekspansjonistyczną politykę, zbrojnie podbijając ogromne połacie wschodniej i południowej Europy a z drugiej ciągle szły na nich krucjaty rycerzy – krzyżowców, którzy przysięgali nie spocząć aż do czasu, kiedy grób Jezusa będzie w końcu w rękach chrześcijan. Niemniej tak naprawdę wszystkie te wojny tylko z pozoru miały charakter religijny; w gruncie rzeczy szło o poszerzanie stref wpływów, o bogacenie się kosztem innych, o rynki zbytu czy wreszcie o zwykłą grabież. Natomiast mało kto wie, że prawo islamskie zabraniało nawracać na wiarę Mahometa chrześcijan siłą, bowiem traktowano ich jako krewnych w wierze, którzy nie całkiem dojrzeli do pełnej prawdy. Co innego poganie, ci nie mieli wyboru. Nawracano ich na wiarę muzułmańską przy pomocy pejcza albo miecza – w czym się zresztą wtedy Islam nie różnił od chrześcijan, wystarczy sobie przypomnieć Krzyżaków albo hiszpańskich konkwistadorów.

Jednocześnie w krajach Orientu kwitła sztuka i nauka, daleko wyprzedzając średniowieczną Europę. Kto dziś pamięta, że w matematyce to właśnie uczeni arabscy wprowadzili w użycie liczbę zero. A jeszcze starożytni Rzymianie nie znali tego parametru, w związku z czym ich pojęcia matematyczne były znacznie ograniczone. Doprawdy, nie sposób przecenić wkładu arabskich intelektualistów w rozwój współczesnej nauki a w szczególności medycyny, geografii, prawa, zarządzania i matematyki. Nie tak dawno irlandzki uczony, Erskine Childers napisał, że dziś zachodni świat cierpi na rodzaj “zbiorowej amnezji” wtedy, kiedy trzeba pamiętać o ogromnej spuściźnie arabskich mędrców dosłownie w każdej dziedzinie naszego współczesnego życia.

A zatem co jest powodem takiego stanu rzeczy; dlaczego możni tego świata pałają taką nieskrywaną wrogością wobec wszystkiego co ma związek z Islamem?

Odpowiedź jest w zasadzie prosta, choć motywy, którymi kierują się “możni” czasami wręcz niemożliwe do zrozumienia.

Zacząć chyba wypadałoby od tego, że w okresie wielkiej ekspansji zachodniego świata, doby kolonizacji Afryki i Azji, muzułmanie z reguły tworzyli zwarty blok zaporowy; ich najtrudniej było pokonać, bowiem oprócz zwykłego pragnienia wolności łączyła ich wiara. Ta sama wiara nie pozwalała im na wynaradawianie się, przypominała o czasach wielkości i obiecywała zbawienie tym, którzy polegną w walce z zaborcą. Oczywiście, taka postawa Arabów nie miała wielu zwolenników w zachodniej Europie a już szczególnie w Anglii. W rezultacie powoli zaczął się utrwalać tam stereotyp muzułmanina jako człowieka upartego a więc mało inteligentnego, nieelastycznego, gbura i fanatyka. Ciekawe, że mniej więcej w tym samym czasie podobny szablon zastosowano w Anglii w stosunku do Irlandczyków, którym też się niezbyt podobało żyć pod ciężkim buciorem kolejnej królowej.

A potem przyszedł czas silników spalinowych, które do pracy potrzebują źródła energii, co niestety, aż do dziś przesądza los większości wyznawców Allacha. Rzecz w tym, jak wszyscy wiedzą, że znakomita większość ropy naftowej, tej krwi dzisiejszego organizmu cywilizacji technicznej, znajduje się pod ziemią krajów arabskich a więc pod stopami muzułmanów. Równie powszechną wiedzą jest i to, że Stany Zjednoczone Północnej Ameryki, które nie mogą istnieć bez tej krwi, już co najmniej 40 lat temu wypracowały doktrynę polityczną w tym zakresie. Jest ona niesłychanie prosta i mówi: ktokolwiek, poza nami, chce kontrolować zasoby ropy naftowej musi być postrzegany jako nieprzyjaciel. A to, że natura umieściła zbiorniki z paliwem pod ziemią wyznawców Islamu nie ma najmniejszego znaczenia. W ogóle nie ma znaczenia gdzie one są, grunt, żeby zachodnia cywilizacja je kontrolowała. Z jednej strony nie sposób odmówić logiki takiemu rozumowaniu, tym bardziej, że większość z nas do transportu używa samochody, które wbrew nazwie jakoś nie chcą poruszać się same. Z drugiej zaś, jak sądzę, gdyby choćby połowę środków, zużytych do walki w obronie ropy naftowej, poświęcono na badania alternatywnych źródeł energii, dziś prawdopodobnie świat uniknąłby milionów ofiar, oceanu ludzkich łez jak i bezmiaru cierpień.

Niemniej z wiadomych powodów “możni” tego świata nie są zainteresowani w badaniach naukowych – znaczniej więcej pewności dają im karabiny maszynowe, coraz to skuteczniejsze bomby, które już są w stanie same naprowadzać się na cel, samoloty bojowe i cała reszta tej maszynerii, wymyślanej i udoskonalanej w celu coraz skuteczniejszego odbierania życia ludzkim istotom. Nie jest też tajemnicą, że to ci sami osobnicy są właścicielami rafinerii naftowych, fabryk samochodów jak i przemysłu zbrojeniowego. W ten sposób zamyka się koło niewiarygodnych wręcz zysków finansowych, które oblicza się już w trylionach. Zaś co do koła finansowego, to jest ono chyba specjalnością Ameryki, bowiem już dawno temu, niejaki Al Capone kupił sobie wielkie przedsiębiorstwo transportowe, używające setki samochodów ciężarowych. Jednocześnie, dzięki “znajomościom” w stanowym rządzie, łapówkom czy też zwykłym groźbom, “załatwił” sobie kontrakt na naprawę dróg. I tak, kiedy z jednej strony kazał przeładowywać ciężarówki, dzięki czemu osiągał większe zyski z transportu to z drugiej niszczył nawierzchnię szos. Można powiedzieć złoty interes, który sam się napędza. Tyle tylko, że znakomita większość populacji, nie zorganizowana w gangach, robiła za “jeleni” bowiem to właśnie z ich kieszeni, jako podatników, sprytny bandzior czerpał obfite zyski pełnymi garściami. I tak już, niestety, zostało do tej pory. Bardzo wąska grupa “wybrańców” losu czy jak ich tam nazwać, oblicza profity w milionach dolarów na sekundę a reszta z nas haruje dzień i noc, żeby zapewnić dzieciom jakie takie utrzymanie. A “wybrańcy’ losu muszą tylko pamiętać o tym, żeby od czasu do czasu sprowokować kolejny konflikt zbrojny wtedy, gdy magazyny ze śmiercią zaczynają się napełniać. I doprawdy, o ile przeraźliwego cierpienia ludzkich istot nie da się przeliczyć na dolary, to nie ma to dla nich najmniejszego znaczenia. Dlatego wcześniej wspomniałem, że choć mechanizm takich postaw można zrozumieć to motywacje są, przynajmniej dla mnie, zupełnie poza horyzontem mojej cywilizacji. Ileż bowiem można zjeść obiadów na dzień, ile par butów można zmienić, ile samochodów czy samolotów można sobie kupić i czy to w końcu jest najistotniejsze w życiu? Dlatego jestem absolutnie przekonany, że ci “wybrańcy” losu albo nie wywodzą się z naszego kręgu cywilizacyjnego albo zwyrodnieli do takiego stopnia, że nie mają z nami już nic wspólnego.

Innym, równie ważnym powodem postrzegania wyznawców Islamu jako terrorystów, agresywnych wojowników, fundamentalistów i w ogóle wariatów jest sytuacja na Bliskim wschodzie. Jeszcze przed 1948 rokiem a więc przed powstaniem państwa Izrael, światowe media, w pewnym stopniu znajdujące się już wtedy w rękach syjonistów, zaczęły utrwalać taki właśnie stereotyp Arabów. Miało to i ma w dalszym ciągu na celu tylko jedno – w momencie ofensywy sił zbrojnych Izraela na ziemie arabskie powodować w nas, szerokiej opinii publicznej, rodzaj znieczulicy. Jak tu bowiem przejmować się losem “terrorysty” albo “muzułmańskiego oszołoma”, żądnego krwi niewinnych, zachodnich dziatek. A że nie ma to nic wspólnego z prawdą? O to już ci, co kłamią, martwią się niewiele bowiem wiedzą, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy będzie powoli przyswajane przez ludzi jako prawda. Oczywiście przez ludzi, powiedzmy sobie to otwarcie – umysłowo mniej skomplikowanych.

Mówiąc o świadomym niszczeniu świata muzułmańskiego nie sposób nie pamiętać, że tak jak w fizyce tak i w społeczeństwie szerokiego świata, presja tworzy reakcję odwrotną. Innymi słowy my też jesteśmy już adresatami Islamskiego gniewu. A dlaczego my, jakby nie było ludzie niewinni, często ze współczuciem patrzący na arabskie dzieci, do których strzelają z karabinów maszynowych wyszkoleni żołdacy? Ano, bowiem mamy jeszcze resztki demokracji we własnych krajach i od nas samych w jakimś stopniu zależy, kto nami rządzi. Tak więc nasza zbiorowa mądrość zdecyduje, czy przeżyjemy ten koszmar czy też nie. Boję się tylko, że może być już za późno na mądrość, że karty zostały już rozdane i wynik gry zadecyduje o losie naszych dzieci.

Zbyszek Koreywo

Wróć do spisu treści