Koniec
epoki.
Ciągłe wieszczenie złych wiadomości nie jest sprawa przyjemną i muszę przyznać, że sam już powoli zaczynam mieć dość tej swojej pisaniny. Z drugiej strony z jakiegoś powodu łudzę się, że być może pozwoli to choćby ograniczonej grupie ludzi zrozumieć dzisiejszą rzeczywistość. A dlaczego powinniśmy rozumieć to, co się wokół nich dzieje? Ano, jeśli ktoś nie zna odpowiedzi na to pytanie to dalsze czytanie tekstów, podpisanych moim nazwiskiem, będzie dla niego czystą stratą czasu. Lepiej wziąć dziecko na spacer do pobliskiego parku, umyć psa albo odkurzyć mieszkanie. Przynajmniej będzie z tego jakiś pożytek. Poza tym mój dziadek mawiał, że głównym celem naszego przyjścia na świat jest takie życie, by w momencie odchodzenia na zawsze świat był choć trochę lepszy niż wtedy kiedy się rodziliśmy. To tak a propos tej mojej pisaniny. I myślę, że to dzięki tej maksymie i niezliczonym generacjom porządnych ludzi, cywilizacja łacińska rozkwitła wśród nas, Aryjczyków, na tak długi czas. Ale teraz przyszły takie czasy, że wkrótce trzeba będzie się żegnać z naszym dziedzictwem duchowym i zacząć przyzwyczajać do innych warunków, diametralnie różnych od tego co było nam znane i powszechnie akceptowane. Teraz ma być tak, że ktoś spoza naszego kręgu cywilizacyjnego będzie nam mówił co jest dobre a co złe i w związku z tym sam koncept dobra i zła zostanie generalnie przebudowany. Zresztą w wielu dziedzinach życia jest to już faktem, że coś, co było nie do pomyślenia jeszcze 100 lat temu, dziś jest już obowiązującym kanonem. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie prawnego usankcjonowania pornografii, pederastii oraz innych zboczeń seksualnych plus niesłychanie szkodliwy społecznie relatywizm systemu prawnego (bo przecież nie sprawiedliwości). Ludzie zarządzający potężną machiną mas mediów, przynajmniej od lat trzydziestych ubiegłego wieku, dokładają wszelkich starań, by zmienić nasz tradycyjny pogląd na świat. A w tym naszym starym, dobrym świecie honor odgrywał pierwszorzędną rolę, uczciwość była codzienną normą, kłamstwa należało się wstydzić, patriotyzm był zjawiskiem normalnym i powszechnym, zawsze i wszędzie trzeba było udzielać pomocy słabszym i w ogóle żyć jak Pan Bóg przykazał czyli stosownie do Dekalogu. Teraz zaś hasłem codziennym jest „śmierć frajerom”, przy czym pod tym terminem rozumie się ludzi starej daty czyli także i mnie.
Drobnym przykładem daleko idących zmian, choć nie przez wszystkich zauważonym, jest z pewnością działalność wytwórni filmowej Walt Disney.
Powstała ona w 1922 roku, kiedy to młody, bo 20 – letni Walt przeprowadził się do Kalifornii i rozpoczął tam eksperymenty z filmami animowanymi, które zresztą w większości sam rysował. Trochę to potrwało ale w końcu świat zaczął się śmiać z przygód Myszki Miki, Kaczora Donalda, Psa Pluto i mnóstwa innych, zabawnych postaci rysunkowych. Potem przyszła „Królewna Śnieżka i Siedem Krasnoludków”, „Bambi”, „Dumbo” (pamiętam, jak jeszcze 10 lat temu moja malutka córeczka nie mogła obejrzeć tego filmu do końca, bo za bardzo płakała) oraz wiele innych filmowych opowieści, zaczerpniętych z europejskich legend. Wraz z popularnością Walta Disneya rosła jego fortuna osobista plus, jak się wydaje, grono ludzi mu niechętnych. Tym bardziej, że Pan Disney był również człowiekiem starej daty i, na przykład, nie znosił komunizmu, czym się wyraźnie różnił od reszty hollywoodzkiego towarzystwa. Niemniej był on postacią tak znaną w Ameryce, że nic mu nie można było zrobić. Niestety, kiedy zmarł w 1966 roku, natychmiast rozpoczęły się zakulisowe matactwa i przekręty, mające na celu opanowanie tego ostatniego bastionu normalności w Hollywood. Skończyło się na tym, że po dużych stratach finansowych firma została kupiona przez niejakiego Michaela Eisnera, który był już wtedy jednym z głównych dyrektorów Paramount Pictures. Wraz z nim, do znanej dzieciom z całego świata wytwórni filmowej, przyszedł Jeffrey Katzenberg. I nie do wiary ale pierwszym filmem, jaki został wypuszczony pod ich zarządem, był na poły pornograficzny obraz, kwalifikowany znakiem „R”. I tak się skończyły śliczne filmy produkowane przez Pana Disneya a ich miejsce zajęły idiotyczne kreskówki, pełne przemocy, strzelaniny, gwałtów, nieustającego tumultu itd. I co najgorsze, są one adresowane do naszych dzieci. Co prawda nie wiem, czy M. Eisner albo J. Katzenberg pozwalają swoim dzieciom oglądać produkowany przez siebie chłam ale podejrzewam, że jest z nimi tak, jak z tym chłopem, co to w polu posypywał kapustę DDT. Na pretensje przechodnia, że to zbrodnia sypać truciznę na warzywo odpowiadał, że to przecież nie do jedzenia tylko na sprzedaż.
Natomiast wracając do końca epoki, to walące się wieże World Trading Centre były najbardziej widocznym sygnałem ostatecznej rozprawy z naszą cywilizacją. I nie od rzeczy będzie tu przypomnienie, że w świetle wydarzeń z ostatniego roku jest chyba już jasne komu zależało na tej straszliwej masakrze, bowiem już stare prawo rzymskie mówiło, że szukając winnego zbrodni, trzeba najpierw sprawdzić, kto na niej najbardziej skorzystał. I wbrew pozorom nie są to Stany Zjednoczone Północnej Ameryki, bowiem oni tam są takimi samymi ofiarami w tej okrutnej grze o światową władzę jak reszta łacińskiego, i nie tylko, świata. Natomiast dobrze by było, gdyby ta „reszta świata” zdała sobie w końcu sprawę z tego, że rząd światowy nie tylko istnieje od co najmniej 1945 roku ale też i sprawuje nad nami realną władzę. To są właśnie te „siły potężne a zarazem całkowicie amoralne”, o których piszę tak często.
Jak potężne – to widać codziennie w setkach przykładów. Poczynając od tak ustawionego systemu prawnego, by chronił kryminalistów a nie przeciętnych zjadaczy chleba, którzy przecież utrzymują ten system ze swoich podatków. Dalej, poprzez maszynerię edukacyjną, gdzie stale obniża się poziom nauczania, zniechęca mężczyzn do pracy w szkołach, co ma już teraz fatalne skutki w wychowywaniu chłopców. Deprawacja młodzieży we wszelki możliwy sposób idzie na całego – w USA i nie tylko, w akademikach żeńskich jest rodzajem sportu mieć stosunki seksualne z jak największą ilością chłopców, przy czym są ustanawiane rekordy na godzinę albo dłużej. Rola mężczyzn w rodzinie jest stale i bezlitośnie podważana, dzięki szeroko propagowanej akcji feministek. Patriotyzm narodowy równa się dziś niemalże zachowaniom kryminalnym. W Perth, w Zachodniej Australii, ostatnio wyszedł na wolność człowiek, któremu sie nie podobał rządowy program sprowadzania ogromnej ilości Azjatów do naszego kraju. Oskarżony o sfinansowanie kogoś, kto podpalił chińską restaurację, został skazany na 18 lat więzienia, z czego odsiedział trzy czwarte wyroku. Kilka dni po jego wyjściu, w jednym z sądów Perth toczyła się sprawa przeciwko pewnemu młodzieńcowi, który podpalił lokalne centrum handlowe plus pobliską szkołę, powodując wielomilionowe straty. Młodociany piroman dostał tylko 18 miesięcy kary, z czego, jeszcze na sali sądowej, obiecano mu umorzyć połowę jak się będzie „zachowywał” w puszce. I gdzie tu logika, gdzie sens – jak mawiał mały Jaś, siedząc na szkolnym boisku, bo go pani wyrzuciła z klasy za zepsucie powietrza. Ja tu na świeżym powietrzu a oni tam w smrodzie. Ano, logika w tym, że w tym pierwszym wypadku nie tyle chodziło o chińska restaurację co o przykładne ukaranie obywatela, zresztą weterana wojny w Wietnamie, za nieprawomyślność. W rezultacie powoli zaczyna być jak w starych Sowietach, ludzie w tzw. wolnym świecie nie od dziś myślą jedno, mówią co innego no i wyglądają na coś innego. Poza tym ten drakoński wyrok na zwolenniku segregacji rasowej nabiera nowej wymowy w świetle zachowań władz w stosunku do handlarzy narkotykami. W Perth każde dziecko wie kto dorobił się milionów na handlu śmiercią i dlaczego politycy oraz policja zupełnie nimi się nie interesują. Zresztą domyślam się, że podobnie jest i we wschodnich stanach. Co tam cmentarze pełne młodocianych narkomanów, zrujnowane rodziny, eksplozja zachowań kryminalnych i w związku z tym stan permanentnego oblężenia naszych domów, ważne, że kierunek słuszny. Mamy się wymieszać cywilizacyjnie i koniec a komu się nie podoba to bramy więzień stoją otworem. Nie ma co, taki rodzaj kołchozowej demokracji, gdzie raz do roku zabijali świnię. Oczywiście kierownik kołchozu wraz z I sekretarzem brali po połowie a reszcie zapowiadali, że jak się komu nie podoba to dostanie po ryju.
Natomiast wracając do metodycznego rycia pod naszymi normami etycznymi to nie od rzeczy będzie także przypomnienie tu, jaka jest obecnie kondycja sztuk pięknych na świecie. Bodajże najlepszym przykładem, jaki w tej chwili przychodzi mi do głowy, jest pewna „sztuka” teatralna, wystawiana nie tak dawno w USA. Otóż w pewnym momencie na scenę wbiegali dwaj osobnicy, ściągali spodnie i na oczach publiki wydalali kał. „Sztuka” była w tym, żeby po nażarciu się przed przedstawieniem do oporu, wziąć potężne środki przeczyszczające w takim czasie, by zdążyć wybiec na scenę. Co prawda skończyło się na sprawie sądowej, bowiem kiedyś dwie kobiety z pierwszego rzędu zostały przy okazji pobrudzone ale producenci „sztuki”, autor, wykonawcy, recenzenci itd. uważali, że „przedstawienie” było niesłychanie zabawne. W ten sposób nasza stara maksyma została strawestowana do: „sr..m, więc jestem”. Co prawda, jak sądzę, recenzenci przestaliby być recenzentami bardzo szybko, gdyby mieli inne zdanie, niemniej ja osobiście wciąż upieram się przy opinii, że moralna prostytucja jest zawodem znacznie podlejszym niż zwykłe wystawanie na rogu ulicy.
Podane tu przykłady są tylko niewielkim fragmentem programu rządu światowego, ryjacego tak uparcie pod wszystkim co dobre, piękne, uczciwe, sprawiedliwe itd. Zaś co do przymiotnika „światowy” to wystarczy rozejrzeć się dookoła, by na własne oczy zobaczyć, jaki jest zasięg tej demoralizacji. Europa centralna i zachodnia – kiedy trzeba było, raptem wszystkie rządy narodowe tam są lewicowe. Chodziło oczywiście o finalizację Euro – kołchozu, na wszelki wypadek „siły potężne a zarazem całkowicie amoralne” pozbyły się rządów konserwatywnych. Na wszelki wypadek, bowiem mogłyby tam być jeszcze jakieś resztki instynktu samozachowawczego czyli patriotyzmu. Kiedy bolszewizm wykonał swoje zadanie, tzn. wymordował warstwę przywódczą Europy Wschodniej oraz Centralnej plus zdemoralizował resztę społeczeństwa (głównie poprzez odebranie ludziom wartości chrześcijańskich), władcy świata po prostu zdecydowali, że trzeba się go pozbyć. I „presto”, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiła się na scenie politycznej grupa ludzi, jacyś Bujakowie, Geremki, Frasyniuki, Michniki, Lityńskie itd. którzy mieli te wspólną cechę, że większość w dzieciństwie nazywała się inaczej oraz, że słowo „patriotyzm” wywoływało w nich przy kielichu paroksyzmy śmiechu. A przewodził im półpiśmienny chłopo - robotnik, L. Wałęsa, który nawet został prezydentem, co zresztą było tylko logiczną kontynuacją sowieckich pachołków, sprawujących władzę w okupowanej Polsce.
Poza tym te wszystkie przykłady destrukcyjnej działalności rządu światowego, podane przeze mnie wcześniej, są jak najbardziej internacjonalistyczne. Kroniki sądowe w Polsce, USA czy Australii nie różnią się zasadniczo – zawsze jest mnóstwo powodów, by łagodzić kary nie dbając przy tym o poszkodowanych. Co prawda mój znajomek, znany cynik i prześmiewca, twierdzi, że mogłoby być gorzej – zawsze przecież można by zamykać ofiary zbrodni i w dodatku prawnie to uzasadnić. A jak się komuś nie będzie to podobać to towarzysz Michnik – Szechter nazwie go „oszołomem, żyjącym w Ciemnogrodzie” i to z pewnością wystarczy, żeby tzw. inteligencja wsadziła mordy w kubeł. A z tym, że mogłoby być gorzej, to nie przesada. Pamiętam, jak kiedyś pewien ubek, i to wysoki rangą, powiedział mi, że i tak powinniśmy się cieszyć, bo mogliby nas wszystkich pozamykać w Oświęcimiu. Nas, tzn. solidarnościowych działaczy. Mogli ale tego nie zrobili. Ot, ludzkie paniska.
Tak więc śmiało możemy sobie powiedzieć, że, jak sądzę, jesteśmy w ostatnim stadium łacińskiej cywilizacji. Innymi słowy diabli wzięli i, nie wykluczone, w dosłownym tego słowa znaczeniu także. Na pocieszenie pozostaje tylko przeświadczenie, że kiedyś ich też jacyś inni diabli wezmą. Chyba, żeby Dobro kiedyś do nas wróciło, co daj Panie Boże.
Zbyszek Koreywo