Marx za $12 + $2 za przesyłkę.
Coś ze dwa lata temu widziałem w naszej telewizji swoiste kuriozum. Otóż nie mniej nie więcej tylko młody człowiek z Socjalistycznego Związku Młodzieży Australijskiej publicznie się produkował, zresztą w programie pana Ray Martina. Od tego czasu z zasady nie oglądam żadnych ramówek p. Martina, choć Marek Baterowicz twierdzi, że trzeba wiedzieć o czym mówią nasi wrogowie. Tak czy inaczej pryszczaty komsomolec ( po radziecku komunistyczny młodzieniec) wymądrzał się przed kamerą na temat niesprawiedliwości społecznych, różnic klasowych itd. no, jednym słowem zawodowy agitator spod znaku sierpa i młota. Szczęka opadła mi na dywan, włosy stanęły dęba i od razu zacząłem kombinować, że może znowu trzeba będzie schodzić do podziemia i rozpocząć zabawę w chowanego. Na wszelki wypadek trzeba też przygotować sobie czyste gacie, koc i wałówkę a drzwi nie zamykać na noc, bo lepiej żeby weszli przez otwarte, niż mieliby rozwalać młotami. No bo jak je później zamknąć? Jednym słowem, jak już pokazują w telewizji komsomolców to warto przypomnieć sobie stare zasady konspiracji antykomunistycznej. No, ale po jakimś czasie ocknąłem się z koszmaru i zacząłem się zastanawiać jakby tu dotrzeć do wyznawców gwiazdy pięcioramiennej. Jakby nie było zdumiewające. Wydawałoby się, że system diabli wzięli, zbankrutował nie tylko finansowo ale moralnie i politycznie a tu proszę, jest. Trochę mi to zabrało czasu ale w końcu dotarłem. Po pierwsze, słusznie założyłem, że jak jest młodzieżowa, czerwona organizacja to muszą być gdzieś w pobliżu i dorośli. Problem był tylko w tym, że ani w książce telefonicznej ani na Internecie nie ma hasła “socjalistyczny”, związanego z Australią. Potem dopiero okazało się, że była “Socjalistyczna Partia Australii” znowu zmieniła nazwę na “Komunistyczna”. Tak, proszę państwa, zmiany tej dokonano na VIII Zjeździe w październiku 1996 roku. A przedtem “Socjalistyczna Partia Australii” została zawiązana przez “Konferencję Komunistów” w 1971 roku a więc przez ludzi, którzy już raz należeli do czerwonej mafii, tyle tylko, że się rozwiązali po 1968 r. Z tego co mi mówiono, wtedy właśnie komuniści australijscy podzieli się na trzy części. Jedni poszli pracować do związków zawodowych, inni stworzyli tzw. lewe skrzydło Partii Pracy no a pozostali kontynuowali dzieło Lenina w partii socjalistycznej.
Jak widać nie wystarczała australijskim towarzyszom trójpolowa orka i postanowili wrócić do starej nazwy. Jak czytamy w ich manifeście, Komunistyczna Partia dąży przede wszystkim do zamiany systemu. Wiadomo na jaki. Dalej, i to jest ważne, informuje nas, że aktywiści komunistyczni zaangażowali się do pracy w związkach zawodowych, organizacjach walczących o pokój (sic), solidarnościowych (plagiat), środowiskowych oraz różnych związkach komunalnych. Pełno też tu takich słów jak “demokracja”, “postęp” (12 razy), “czyste środowisko” (he,he,he), “sprawiedliwość”, “wolność” itd. Jasno też podaje się wykładnię partii; otóż kieruje się ona “wielkimi ideami Marksizmu-Leninizmu”.
Dla tych czytelników, którzy osiedli w Australii zaraz po II Wojnie Światowej, być może określenia te nic nie znaczą. Nie mniej dla mnie są one jak straszliwy koszmar, przypominający czasy potwornych zbrodni i kłamstw, upadku podstawowej moralności i pychy tępych aparatczyków. Czasy kiedy brakowało wszystkiego a zwykłej sprawiedliwości najbardziej. Mimo to manifest australijskich komunistów ma czelność twierdzić, że “system socjalistyczny nigdy nie zawiódł”. Owszem, “popełniono pewne błędy a największy, że komunizm nie został wprowadzony do końca” (sic). Ponad 100 milionów trupów to za mało dla naszych czerwonych wielbicieli Lenina, Marksa i Engelsa. W dodatku ciągle mówią o “socjalistycznej demokracji”, tak jakby te dwie sprawy nawzajem się nie wykluczały. Do manifestu dołączono też ofertę: koszulki z Che Guevarą i Marksem można zamówić w siedzibie Australijskiej Partii Komunistycznej, w różnych rozmiarach. Koszt $12 + $2 za przesyłkę. Jak mówią autorzy oferty, koszulki te najlepiej nadają się na pikiety oraz związkowe demonstracje.
Zastanawiam się, co by się stało, gdyby w Australii zawiązała się partia nazistowska. No, to by się zaczęło. Artykuły w prasie, radiu i telewizji, oskarżenia o próby nowego holokaustu, policja stanowa i federalna, pikiety związkowców (w koszulkach z Guevarą) ba, sam biskup by grzmiał z ambony. A przecież naziści do pięt komunistom nie dorastali. Poza tym nie ma różnicy pomiędzy faszyzmem a komunizmem. A jednak... Skąd ta obowiązująca jednostronna ocena historii? Jak mawiał stary Kisiel (Stefan Kisielewski z Tygodnika Powszechnego) : “zgadnij, koteczku”. Wiemy, wiemy, tylko boimy się powiedzieć – powinna brzmieć prawidłowa odpowiedź.
Tymczasem naszych rodzimych towarzyszy nie odstrasza nawet fakt, że Australijska Partia Komunistyczna przez całe lata utrzymywana była przez Kreml, co zostało już bezspornie udowodnione. Otóż w ciągu 13 lat, to jest pomiędzy 1953 – 66 otrzymała ona z sowieckiej ambasady ponad 6 milionów dolarów. Osobiście podejrzewam, że było tego znacznie więcej, ale udało się udowodnić tylko tyle. Oczywiście, czynownicy z APK zawsze z oburzeniem zaprzeczali jakimkolwiek dotacjom i to pomimo zeznaniom sowieckich agentów, którzy zdecydowali się na zmianę klimatu. No, że australijscy komuniści kłamali – nie ma w tym nic dziwnego. Wszędzie zresztą, gdziekolwiek byli, zawsze kłamali a już w Moskwie opanowali tę sztukę do perfekcji. Jak pisze Rafał Ziemkiewicz w “Gazecie Polskiej” : “Sowieckie kłamstwo ma swoją specyfikę - jest wielopiętrowe. Jakby nie było jest owocem wielowiekowej tradycji”. Kiedy żałosne bzdury okazują się zbyt oczywiste, przedstawiciel rosyjski “nieoficjalnie” przyznaje się do ... nieco złagodzonego, następnego kłamstwa. A już najgorzej jest przyłapać ich na oszustwie. Najpierw święte oburzenie, zaprzeczenia, oskarżenia a potem groźby. Ot, moralność homo-sovieticus.
Natomiast wracając na nasze podwórko, to zawsze mnie zastanawiało, gdzie było ASIO – Australian Security Intelligence Organisation. Dlaczego przez tyle lat placówki najbardziej zbrodniczego systemu politycznego jaki zna świat działały zupełnie otwarcie. Kto chronił australijskich komunistów w czasie, kiedy w USA zabroniono prawnie działalności tej partii. Kim są teraz ci ludzie, próbujący reanimować komunistycznego trupa?
Nie znam odpowiedzi na te pytania i mam nadzieję, że Australijczycy mają wystarczająco dużo zdrowego rozsądku, by nie popełnić zbiorowego samobójstwa. Jedno tylko mnie mocno zastanawia i nie daje spać po nocach. Otóż na internetowej stronie Australijskiej Partii Komunistycznej obok czerwonej flagi z sierpem i młotem jest flaga aborygeńska.
Zbigniew Koreywo