Niebieskie oczy J. Elliott.
W lipcu A.D. niezastąpione SBS zaserwowało nam dokument zatytułowany "Niebieskie oczy / Ciemne oczy" z panią Jane Elliott w roli głównej. Generalnie rzec ujmując, p. Elliott przeprowadza coś w rodzaju socjo-dramy, w której dzieli widownię na dwie grupy. W pierwszej znajdują się biali z niebieskimi oczyma a w drugiej ciemnoskórzy, gdzie o niebieski kolor oczu raczej trudno. Następnie ogłasza, że druga grupa jest bardziej inteligentna, w związku z czym przyznaje im specjalne przywileje zaś co do grupy pierwszej to kończy się na poniżaniu, negacji podstawowych praw itd. Jednym słowem, niebieskoocy maja poznać na własnej skórze, co znaczy rasizm.
P. Elliott, była nauczycielka klasy III ze stanu Iowa, pracuje tak już od ponad 20 lat i w międzyczasie dorobiła się kilka prestiżowych nagród; sama Oprah zaprosiła ją raz do swego programu i nawet nakręcono film na podstawie jej życiorysu. Nie ma co, to się nazywa "wstrzelić" w odpowiedni moment lub, jak mawiali ponoć pracownicy PZPR w czasach komunistycznego zamordyzmu, wiedzieć z kim i do jakiej windy wejść. Co ciekawe, nawet nieznajomość historii II Wojny Światowej, nie przeszkadza jej w robieniu kariery. P. Elliott mówi bowiem: (rasizmu) "Uczyłam się od Adolfa Hitlera. Jednym ze sposobów dostania się do komory gazowej było poprzez czarne oczy. Jeśli miałeś czarne oczy i dobre, niemieckie nazwisko to wrzucali cię do komory gazowej bo mogłeś być Żydem, który podszywał się pod Niemca".(sic!) Mój Boże, sam Hitler miał oczy jak węgle a poza tym
"dobre, niemieckie nazwisko" i jakoś, niestety, nie skończył w komorze gazowej. Poza tym połowa Niemców miała ciemne oczy, nie mówiąc już o nazwiskach. No, ale ucząc klasę III być może nie wszystko trzeba wiedzieć. Co natomiast warto wiedzieć to to, że pani Elliott opanowała sztukę prania mózgów w takim stopniu, że sam Adaś Michnik by się tego nie powstydził, choć jest kierownikiem największej pralni szarych komórek w kraju nad Wisłą.Z tego co się zorientowałem, to zasadnicze tezy p. Elliott brzmią: jak świat długi i szeroki panuje powszechna opinia że "czarne som wredne" ergo jesteśmy błękitnookimi rasistami oraz że nie ma różnicy pomiędzy Eskimosem a Zulusem.
Przypatrzmy się zatem po kolei tym tezom. Osobiście nie sądzę, żeby świat był przepełniony rasistami, choć większość z nas ma swoje uprzedzenia. Niech mi będzie wolno posłużyć się tu dwoma przykładami, które znam z opowiadań znajomych.
Tadek (imię zmienione) już od lat jeździ "na taksówce" w Perth i kiedyś wezwano go na komisje dyscyplinarną w związku ze skargą z Aborygeńskiego Biura Prawnego. Zażalenie dotyczyło incydentu, w którym Tadek odjechał z postoju na widok Aborygena i w związku z tym oskarżono go o jawny rasizm. Natomiast kulisy tej całej sprawy wyglądają następująco. Jako początkujący taksówkarz Tadek nie miał żadnych uprzedzeń do czasu, kiedy pijany Aborygen zwymiotował mu w samochodzie. Na żądanie T. zapłaty za kurs plus czyszczenie tapicerki, czarny klient zapytał, jak by mu się podobało wracać do domu z poderżniętym gardłem. Innym razem trzech Aborygenów wsiadło mu w nocy do taksówki. Już w drodze powiedzieli mu, że jest on "białą piz..ą" plus parę innych "grzeczności" po czym zarykując się ze śmiechu kazali mu się zatrzymać w jakiejś ciemnej ulicy. Od tego czasu Tadek powiedział sobie, że nie będzie brał do samochodu Aborygenów a już z pewnością pijanych, co przypłacił grzywną i naganą. Ale, jak sam twierdzi, nie jest rasistą tylko nie chce ryzykować zdrowia oraz zarobków, jako, że ma na utrzymaniu żonę i dzieci.
Inny przykład bierze się z Ameryki a konkretnie San Francisco. Pewne młode małżeństwo odkładało przez całe lata grosz do grosza by w końcu kupić, przy pomocy banku, wymarzoną piekarnię pizzy. Jak to z pizzą bywa, trzeba ją dostarczać klientom, choć w sumie interes jest dochodowy. Radość młodych ludzi nie trwała długo. Otóż coraz częściej zdarzały się zamówienia z dzielnic Bayview oraz Hunter's Point, pełnych slumsów zamieszkiwanych głównie przez ludność kolorową. Kierowcy, zatrudniani przez nasze małżeństwo, byli systematycznie obrabowywani nie tylko z pizzy ale i z jakiejkolwiek gotówki plus zegarki itd. Zdarzały się też pobicia i coraz trudniej było znaleźć kamikadze, który by pojechał w tamte rejony. Po jakimś czasie, chroniąc zdrowie pracowników i własne zarobki, sklep odmawiał dostaw pizzy do tych dwóch dzielnic, co, wydawałoby się, było działaniem jak najbardziej logicznym. Spotkało się to jednak z gwałtownym protestem czarnoskórej radnej San Francisco, niejakiej Willie Kennedy która oświadczyła, że jedynym powodem zatrzymania dostaw pizzy jest rasizm. Zaraz po tym Rada Miejska uchwaliła ustawę, która nakazywała, pod kara grzywny, dostarczać towar do wszystkich dzielnic San Francisco bez wyjątku. Nie pomogły wyjaśnienia, że pizza jest dostarczana ludności kolorowej zamieszkującej inne sektory miasta, gdzie kierowcy traktowani są grzecznie i gdzie nie zdarzają się wypadki rabunków. Tak więc chęć pozostania przy zdrowiu oraz zarabianie na życie uczciwą pracą okazało się "rasizmem".
Przykładów takich można podać setki i jak sądzę p. Elliott jest ich świadoma. Nie chce jednak przyjąć do wiadomości, że kolor skóry czy też oczu nie ma tu najmniejszego znaczenia. Natomiast co ma znaczenie to to, że jak świat stary zawsze ludzie byli uprzedzeni do złodziei, bandytów, zboczeńców, rzezimieszków, łupieżców, rabusi, kłamców, opryszków, sadystów itd. czyli całej tej ludzkiej hołoty, co jest w stanie wyrządzić nam lub naszym bliskim jakąś krzywdę. I doprawdy nieważne czy są oni błękitnookimi białymi, czarnymi, żółtymi, czerwonymi czy też fioletowymi - ważne jak się zachowują. W związku z tym, jak świat stary, zawsze istniał apartheid kulturowy, prawdopodobnie praktykowany także przez samą panią Elliott. Kto bowiem z państwa zaprosił na urodziny lokalnego nożownika lub pragnie przyjaźnić się z młodzieńcem, którego ulubioną rozrywką jest kradzież samochodów a potem wyścigi uliczne z policją, czasem zakończone śmiercią przypadkowych ludzi. Większość z nas unika dzielnic, gdzie na ogół mieszkają bezrobotni wydrwigrosze, drobni złodziejaszkowie, gdzie łatwo o narkotyki i tanią miłość. Natomiast, jak rozumiem, staranne zamykanie drzwi samochodu w takich miejscach, według pani Elliott będzie czynem rasistowskim.
Pamiętam, kiedyś staliśmy z żoną w kolejce do kasy w supermarkecie. Przed nami jakaś niewiasta rozpakowywała sklepowy wózek kiedy obok niej stanęła młoda Aborygenka. Zupełnie machinalnie pani przed nami podniosła swą torebkę i włożyła pod pachę. Pewien jestem, że było to działanie odruchowe które jednak oboje z żoną zauważyliśmy. Bardzo możliwe, że młoda Aborygenka ze sklepu w życiu niczego nie ukradła i była wzorem wszystkich cnót. Niemniej odruch bezwarunkowy zadziałał. Pytanie zasadnicze: skąd się biorą takie odruchy, przecież nie z legend czy opowieści pradziadków. Rozmawialiśmy później w domu na ten temat i oboje zgodziliśmy się, że podobne zachowania występują na widok obdartego lub zamroczonego białego ergo kolor skóry nie ma znaczenia. Oboje też uznaliśmy, że gdyby obok naszej pani ze sklepu zatrzymała się ciemnoskóra dama, z koszykiem pełnym towaru i przyzwoicie ubrana, takiej reakcji by nie było.
Tak więc teza pani Elliott, że biali są rasistami a czarni ofiarami jest co najmniej naiwna. Niemniej tezie tej miał sprzyjać dobór widowni w jej warsztacie psychologicznym, gdzie murzyni byli świetnie ubrani, większość nosiła okulary i w ogóle sprawiali wrażenie, że są profesjonalistami w swych dziedzinach. Natomiast jakoś zabrakło mi innych przedstawicieli rasy, zwykle zamieszkującej Brooklyn lub inne slumsy. Dlaczego nie zaproszono lokalnych opryszków o czarnych oczach - pozostaje tajemnicą pani Elliott.
Inna teza, że wszyscy są tacy sami bez względu na rasę i wynikające stąd różnice kulturowe proponuję prześledzić na podstawie małżeństwa Zulusa z Eskimoską. Pewnie, że biologicznie małżeństwo byłoby możliwe tylko czy Zulus chciałby jeść surowe mięso wieloryba i pić tran? I czy Eskimoska czuła by się dobrze w afrykańskim buszu pilnując stada krów i bawiąc się w chowanego z głodnym lwem? Jedno jest natomiast pewne a mianowicie to, że niezależnie od rasy, wyznania, pochodzenia itd. wszyscy jesteśmy równi wobec obowiązującego w danym społeczeństwie prawa. Natomiast różnice kulturowe mogą być tak głębokie, że nawet najgorętsza miłość nie jest ich w stanie zniwelować. Poza tym, co umyka uwadze p. Elliott, ludzie rodzą się głupi i mądrzy, zwyrodnialcy lub normalni, leniwi lub pracowici, wysocy i niscy, otyli i szczupli, muzykalni albo tacy jak ja i wrzucanie ich do jednego worka prowadzić może tylko i wyłącznie do ludzkich tragedii. Przekonali się o tym swego czasu mieszkańcy jednej z ulic w Perth. Przez kilka miesięcy terroryzowani przez 16 osobową rodzinę aborygeńska (dzieci sikające na drzwi sąsiadów, rzucanie butelkami, kamieniami w przejeżdżające pojazdy, obrzucanie wyzwiskami, groźby, wieczne awantury itd.) mieli ogromne trudności z pozbyciem się uciążliwych sąsiadów. Problem w tym, że trudności z eksmisją podobnych rodzin wynikają z nauk pani Jane Elliott, dla której forma samoobrony przed zalewem brudów i przemocy kojarzy się tylko i wyłącznie z rasizmem.
Poza tym sam warsztat p. Elliott pozostawiał wiele do życzenia. Niesłychanie agresywna, wręcz brutalna w kontaktach z widownią, wmawiała wszystkim, że "biali ludzie spędzają całe lata na poniżaniu murzynów" i że
"kosztuje to nas miliardy dolarów". Jeszcze innym stereotypem było "niebieskoocy <nadludzie> nie chcą słuchać czarnych współbraci". Na nieśmiałe próby zaprzeczenia reagowała gwałtownie, oskarżając zamiast słuchać. W rezultacie obejrzeliśmy klasyczny obrazek rodem wprost z bolszewickich zebrań, gdzie na koniec Bogu ducha winni ludzie bili się w piersi i przepraszali za wyimaginowane winy, przyrzekając, że to się więcej nie powtórzy. Obserwując metody p. Elliott mam wrażenie, że sam generał Armii Zbawienia tarzał by się po ziemi, posypując głowę popiołem uroczyście obiecując, że od jutro będzie innym człowiekiem.A swoja drogą w stanie Iowa, gdzie p. Elliott nauczała w klasie III, poziom kultury musi być zastraszający, skoro na jej liście dyskryminowanych znajdują się, obok murzynów, kobiety oraz inwalidzi.
Zbyszek Koreywo