Prowokacje.

Są stare jak świat - na co jest mnóstwo dowodów. Polacy też o tym wiedzą, bowiem nasz kraj był widownią nie jednej prowokacji a bardzo wielu. Bodajże z wyjątkiem Czerwca 1956 roku, wszystkie inne niepokoje społeczne, wliczając w to oczywiście Sierpień 80, były świadomie zaplanowane i realizowane przez “siły potężne a zarazem całkowicie amoralne”. Niemniej, nie tylko Polska miała to nieszczęście, że była terenem zbrodniczych manipulacji bowiem zdarzały się one i ciągle zdarzają na całym świecie.

Starożytny Rzym, jak wszyscy wiedzą, osiągnął szczyt cywilizacyjny jako Republika. Znaczyło to nie mniej nie więcej tylko to, że władze administracyjne musiały publicznie rozliczać się ze swej działalności i istotne było nie tylko to, co zrobiły ale głównie to, czego nie wolno im było robić. Około roku 70 BC niejakiemu Marcusowi Licieneusowi Crassusowi, który był człowiekiem szalenie bogatym a zarazem miał ambicje polityczne, zachciało się władzy niezależnej od Senatu. Jasna sprawa, że takie podejście do sprawy oznaczać mogło tylko jedno: bezkarność w obliczu popełnianych niegodziwości.

I tak, kiedy wybuchło powstanie Spartakusa, prawdopodobnie inspirowane przez Crassusa, ten ostatni natychmiast wykorzystał to do własnych celów.

Sam Spartakus i jego gladiatorzy chcieli tylko jednego: zgromadzić, często w drodze grabieży, wystarczająco dużo kosztowności by opłacić kilka galer, które miały ich zabrać z Imperium na wolność. Crassus w odpowiedzi przekupił najemnych marynarzy, którzy odpłynęli zanim armia Spartakusa dotarła na wybrzeże, poczym rozmieścił siły Imperium w taki sposób, że zbuntowani gladiatorzy nie mieli innego wyjścia jak tylko maszerować na Rzym. Wiadomość o zbliżających się niewolnikach, zaprawionych jakby nie było w sztuce zabijania, wywołała w Rzymie taki popłoch, że dobrowolnie oddano Crassusowi pełnię władzy, co stało się początkiem końca Republiki. Oczywiście rzymskie legiony rozbiły armię Spartakusa ale nie wcześniej, dopóki Crassus dostał to, czego tak bardzo pragnął, choć kosztowało to życie wielu tysięcy nie mówiąc już o wielkich spustoszeniach znacznych obszarów w okolicach Rzymu.

W czasach nam bliższych, niejaki Adolf Hitler swego czasu spuścił ze smyczy wielką bandę opryszków w brunatnych koszulach, którzy natychmiast ochoczo zabrali się do terroryzowania współobywateli. Wtedy Der Fuhrer zaczął oznajmiać z trybuny, że jak tylko dostanie władzę we własne ręce to bez zwłoki zrobi porządek z chuliganami i znowu zapanuje spokój. I tak też się stało. Wszyscy, co znają jako tako historię, wiedzą, co się zdarzyło podczas “Nocy Długich Noży”, kiedy to SA przestało praktycznie istnieć ale nie wcześniej, zanim Adolf zgarnął całą pulę.

Co ciekawe, taki sam scenariusz, inspirowany przez komunistów, powielał się potem w historii świata wielokrotnie co, jak twierdzi mój koleś, znany cynik i prześmiewca, jest jeszcze jednym dowodem na to, że to te same, kryminalne siły, maczały paluchy w zbrodniach nazizmu i komunizmu.

Kiedy popatrzeć na najnowszą historię wielu krajów z Afryki, Azji oraz Południowej Ameryki to aż uderza podobieństwo wielu wydarzeń. Zawsze zaczynało się od społecznych niepokojów, eksplozji zachowań kryminalnych, buntów, strajków, zbrojnej partyzantki, politycznych morderstw a kończyło na formowaniu partii komunistycznych, które natychmiast obiecywały, że w momencie objęcia rządu zrobią porządek z tym całym bałaganem. I niejeden kraj dawał się złapać na lep tych obietnic, kiedy ludzie mieli w końcu dość tej ciągłej szarpaniny i niepewności jutra, oddając całą władzę w ręce tych, którzy ten bałagan najpierw wykreowali. A kiedy zorientowali się, że prawdziwe problemy dopiero teraz się zaczęły, zwykle było już za późno bo legalny rząd trzymał ich już krótko za kołnierz. Jedyny wyjątek ustanowiło Chile, kiedy to armia pod dowództwem gen. Pinocheta rozbiła komunistyczną zgraję, w związku z czym jest to teraz normalny kraj, z prężną gospodarką i gwarantowaną wolnością obywateli, czego nie można powiedzieć o innych krajach tego kontynentu. Niemniej, jak wszyscy wiedzą, “siły potężne a zarazem totalnie amoralne” nie zapomniały tej porażki w związku z czym ciągle ponawiają próby zniszczenia bohatera Chile. Zaś co do tego całego spektaklu z gen. Pinochetem w roli głównej, to jest to bez wątpienia jeszcze jeden dowód na to, że komunizm sowiecki był inspirowany poza Rosją, że te same siły wciąż mieszają w kotle zła, systematycznie pichcąc zdradę, nienawiść, biedę, amoralność i śmierć, zakrojoną na znacznie większą skalę, niż to się wydaje przeciętnemu Jasiowi Kowalskiemu.

Natomiast wracając do zbrodniczych prowokacji w historii świata to Pearl Harbour jest jednym z najbardziej widocznych przykładów takiego stanu rzeczy. F. D. Roosevelt świadomie wmanewrował Japonię w kryzys wojenny, przy okazji poświęcając życie tysięcy amerykańskich żołnierzy ale tego już niedawny film poświęcony temu wydarzeniu nie pokazywał. Tak się bowiem składa, że, moim zdaniem, Hollywood nie tyle jest fabryką snów co historycznych fałszerstw plus kryminalnych wręcz zachowań w postaci produkcji takiej chały, że niewinnym ale za to naiwnym ludziom robi się sieczka tam, gdzie powinien być mózg. Dożyliśmy bowiem czasów, kiedy stojaki na silikonowe cycki zostały podniesione do godności sztuki aktorskiej a męskie role zwykle odgrywają wciąż ci sami “aktorzy” w filmach, o których można tylko powiedzieć, że “zabili go a on uciekł”. No, ale jak mówi mój niepoprawny koleś, “siły potężne a zarazem totalnie amoralne” dawno temu odkryły, że nic tak nie działa w zakresie propagandy jak kolorowe obrazki (vide nieogoleni psychopaci z zakrwawionymi nożami w zębach mający odgrywać Arabów) w związku z czym weszły w posiadanie wytwórni filmowych. Niemniej na temat Pearl Harbour wkrótce napiszę osobny felieton, bowiem, jak sądzę, warto to przedstawić w szerszej perspektywie.

Wojna "wolnego świata” z Irakiem również zaczęła się od sprytnej prowokacji. Otóż George Bush, poprzez ambasadora USA w Iraku April Glaspie, przekazał Saddamowi Husseinowi informację, że Ameryka nie będzie reagować na konflikt zbrojny z Kuwejtem. Przy okazji warto nadmienić, że Kuwejt jako państwo powstał dopiero w 1961 roku a przedtem był częścią składową Imperium Brytyjskiego. Irak zawsze utrzymywał, że tereny te zostały mu przez Anglików zabrane, co, znając tych ostatnich, może być wysoce prawdopodobne. Poza tym od lat ogromnym problemem Iraku jest wąski, bo 50 kilometrowy dostęp do Zatoki Perskiej, w dodatku od zachodu graniczący z groźnym rywalem, Iranem. Tak czy inaczej, Saddam Hussein nie namyślał się, niestety, zbyt długo i wkrótce armia iracka zajęła znaczną część Kuwejtu. Wtedy natychmiast ekrany telewizorów w całym zachodnim świecie rozjarzyły się scenami wyjątkowego bestialstwa jego żołdaków. Bez końca pokazywano spalone domy a gwoździem każdego dnia była relacja pewnej pielęgniarki, która szlochając i zaciskając bezsilnie drobne dłonie, opowiadała o tym jak została zgwałcona przez całą kompanię brudnych żołnierzy, którzy wcześniej wywlekali niemowlęta z inkubatorów i rzucali je na zimna podłogę, tym samym powodując śmierć niewiniątek. Oczywiście, łatwowierne społeczeństwo amerykańskie, które jakoś aż do dzisiaj nie może pojąć, że w telewizorze też mogą kłamać (a szczególnie w telewizorze, jak mawia mój koleś) zapałało świętym oburzeniem i zgodziło się wysłać własnych synów i córki na koniec świata, by zrobili porządek z tymi okropnymi Irakijczykami. Natomiast czego wtedy nie mówiono to tego, że rzekoma pielęgniarka, regularnie pokazywana w sieci CNN i nie tylko, była córką amębasadora Kuwejtu w USA i tyle miała do czynienia z oddziałem macierzyńskim kuwejckiego szpitala co ja z kopalnią uranu w sowieckim Gułagu. Niemniej ropa naftowa z Kuwejtu przestała płynąć przez dwa lata (zaś z Iraku sączy się do dziś tylko małym strumykiem), co ponoć znacznie poprawiło stan konta bankowego niejakiego G. Busha i jego kumpli, którzy też siedzą w tym interesie. Poza tym, i to chyba jest najistotniejsze, Irak z dnia na dzień przestał być zagrożeniem dla Izraela. I pomyśleć, że żeby zabić kilka setek tysięcy Irakijczyków, kompletnie zrujnować kraj i do dziś trzymać go za gardło, wystarczyła prowokacja plus kłamstwa mas mediów.

Mówiąc o kłamstwach mas mediów, to chyba swoisty rekord został ustanowiony w Bośni, kiedy to byliśmy przekonywani, że Serbowie są tylko i wyłącznie narodem zbrodniarzy, mordującym bezlitośnie biednych sąsiadów z Albanii. Natomiast tylko nieliczni mieli odwagę wspominać, że tak naprawdę to właśnie albańskie bandy przez lata terroryzowały Serbów na ich własnej ziemi. Kiedy zaś ci ostatni mieli w końcu tego dość i chcieli coś w tej sprawie zrobić, zaraz zostali uznani za barbarzyńców, masowych morderców, nietolerancyjnych ksenofobów, jednym słowem, politycznie niepoprawnych rzezimieszków.

Obiegała wtedy też cały świat fotografia chudego jak szczapa mężczyzny, stojącego za drutami, a napis pod spodem głosił wielkimi literami: Belsen 92. Miało to oczywiście sugerować renesans obozów koncentracyjnych z II Wojny Światowej i w ten sposób przekonać tzw. opinię publiczną, że trzeba i warto raz na zawsze skończyć z takim traktowaniem ludzkich istot. Ponadto tu i tam wspominano, że w Kosowie nie mogą się doliczyć 1,5 miliona młodych mężczyzn co dodatkowo pobudzało na naszą wyobraźnię i jej oczami widzieliśmy już głębokie doły wypełnione zwłokami, walające się czaszki i piszczele, jednym słowem groza, strach i obrzydzenie. Natomiast prawda jest taka, że nigdy masowych grobów nie odnaleziono, 1,5 miliona młodych mężczyzn z Kosowa ma się dobrze i niektórzy to nawet przylecieli tu do nas, do Australii. Co prawda większość od razu uznała, że na takim zadupiu to oni mieszkać nie będą i zażądała od naszego rządu by ich niezwłocznie odstawić z powrotem do Kosowa. Zaś co do sławetnego zdjęcia z napisem Belsen 92 to chudzielec za drutami nazywał się Fikret Alic i taką już miał urodę i aparycję, że wyglądał jak kij od miotły. Nie był też w obozie koncentracyjnym tylko w ośrodku dla uchodźców, gdzie go nie tylko normalnie karmiono ale i miał swoje własne łóżko i opiekę medyczną. Zaś co do drutów, to sprytny reporter, który doskonale wiedział, co w dzisiejszych czasach można sprzedać a co nie, po prostu wlazł za siatkę odgradzającą szopę ogrodniczą i w ten sposób pstryknął zdjęcie. Innymi słowy to on był za drutami a fotografowani na zewnątrz. Sprawa ta wydała się, kiedy wstrząśnięci zdjęciem dziennikarze niemieccy zjawili się w Trnopolje, by na własne oczy przekonać się, że to nie tylko ich Adolf miał takie pomysły. Niemniej ich raport jakoś nie znalazł miejsca w mediach światowych i gdyby nie dobrodziejstwo Internetu, być może nigdy byśmy się nie dowiedzieli prawdy. A prawda jest zawsze tylko jedna choć kłamstw może być setki tysięcy.

Nie sposób w jednym felietonie opisać wszystkich kryminalnych prowokacji, jakich dopuszczono się choćby w ostatnim półwieczu ale swoistym rekordzistą w tej dziedzinie jest niejaki Bill Clinton, który z woli “sił potężnych a zarazem totalnie amoralnych” zarządzał Ameryką jak swoim folwarkiem. Kiedy tylko panna Monika Lewinsky zaczynała opowiadać swoje intymne wrażenia spod biurka Billa w Białym Domu, zaraz okazywało się, że Sudan produkuje broń chemiczną i dzielni amerykańscy chłopcy, latający na supernowoczesnych maszynach, bombardowali wskazane cele z niezwykłą precyzją, w związku z czym tylko kilkuset niewinnych ludzi ginęło w płomieniach lub pogrzebanych żywcem pod gruzami. Potem co prawda okazywało się, że rzekoma fabryka broni chemicznej produkowała tylko i wyłącznie aspirynę ale jakoś nigdy to nie przeszkadzało Billowi spać spokojnie, tym bardziej, że oprócz Moniki było parę innych pań, gotowych wyświadczać podobne usługi. Oprócz Sudanu był jeszcze Afganistan, gdzie ponoć w ostatniej chwili przerwano produkcję gazu bojowego (zbombardowany obiekt okazał się być meczetem) a wszystko to dzięki czujności Billa Clintona, który znowu był w opałach, tym razem oskarżony o oczywiste kłamstwa na oczach całej Ameryki. Zdawałoby się, że powinien ze wstydu zapaść się pod ziemię ale gdzie tam, ostatnio wojażuje po świecie propagując teorię, że Tajwan jest częścią składową komunistycznych Chin i w związku z tym tam też powinny być obozy koncentracyjne dla niepoprawnie myślących.

Na sam już koniec tego mało politycznie poprawnego felietonu chciałbym tylko dodać, że zachętą do szukania prawdy o tych licznych prowokacjach i manipulacjach były oczywiście wydarzenia w Nowym Yorku 11 września ubiegłego roku. Z tego co wiem to nie jest wcale takie oczywiste kto dokonał tego zamachu ale wiadomo, kto na nim najbardziej skorzystał ale o tym to już w następnym, politycznie niepoprawnym, felietonie.

Zbyszek Koreywo

Wróć do spisu treści