Zabobony.
W połowie lat osiemdziesiątych, czekając na wyjazd do Australii w maleńkiej miejscowości austriackiej “Unterwaltersdorf”, byłem świadkiem takiego oto zdarzenia.
W tzw. “pensjonacie” spotkałem pewną młodą parę, która wkrótce stała się rodziną, a to z powodu przyjścia na świat latorośli, zresztą płci żeńskiej, o ile pamięć mnie nie zawodzi. Otóż w kilka dni po urodzeniu niemowlaka, tata, jeszcze na sporym kacu, wziął głęboki wdech a potem dmuchnął berbeciowi w usta. Z tego co wiem dziecko przeżyło i, jak twierdziła matka, będzie miało “łatwą mowę”. Taki bowiem był cel zabiegu chuchania w usta; “na łatwą mowę”.
Według ostatniego wydania “Nowej Encyklopedii Powszechnej” PWN przesąd to: “bezrefleksyjne przekonanie, pogląd przyjmowany stanowczo, lecz bez należytego uzasadnienia, sprzeczny z faktami i trudny do usunięcia za pomocą racjonalnej argumentacji”. Oczywiście w dobie Politycznej Poprawności nie mogło obejść się bez odsyłacza: “zobacz > dyskryminacja rasowa”.
Jakby nie patrzyć na zachowanie tatusia, który chucha biednemu dziecku w usta, trzeba chyba przyznać, że większość z nas jest przesądna. Oczywiście, gros z nas wie, że to bzdura i zabobon, wprost z zabitej dechami wsi, coś, czego trzeba się wstydzić i co nie przystoi światłej osobie. A jednak przesądy są wśród nas i to od bardzo dawna. Co najmniej od czasów pogańskich, kiedy to ogień, słońce, woda, pioruny, księżyc i bajora o zmierzchu budziły grozę, a dzieci straszyło się strzygami.
No i do dziś nam zostały te nieszczęsne wierzenia. Piątki są w Polsce dniami szczególnymi – przecież to właśnie w piątek został ukrzyżowany Chrystus, stąd właśnie post mięsny. A jeżeli jest to w dodatku 13 dzień miesiąca – nawet światowa prasa pisze o “czarnym piątku”. Z tą “13” to ciekawa sprawa – międzynarodowa w dodatku. Prawdopodobnie mamy tu do czynienia ze staro babilońską wiarą w harmonię numeru 12, no a 13 ten układ burzyła. Do Ewangelicznej wieczerzy zasiadło 13 osób i wszyscy wiemy, jak to się skończyło. We Francji do dziś trudno znaleźć dom z numerem 13, na całym świecie w wielu wieżowcach brak 13 piętra a w wielu samolotach nie ma siedzeń z tym nieszczęsnym numerem. Do dziś pamiętam, że w domu, w Warszawie mama przed wigilijną wieczerzą osobiście sprawdzała czy nie ma przypadkiem 13 nakryć. Co innego, że zawsze było jedno wolne, dla “głodnego wędrowca”. No, ale mama pochodziła z kresów, z tej szczególnej dzielnicy kraju, tak różnej od reszty Polski.
Podobną, międzynarodową wymowę mają rozbite lustra. Co najmniej siedem lat nieszczęść gwarantowane. Nie trudno domyśleć się genezy tego przesądu. Naszym przodkom, po raz pierwszy przeglądającym się w zwierciadłach wydawało się zapewne, że widzą swą duszę, jako, że nie może być dwóch tych samych ludzi. Rozbicie lustra znaczyło strzaskanie własnego ducha a to w każdym miejscu na kuli ziemskiej mogło mieć tylko jedną wymowę.
Podobnie rzecz się ma z czarnym kotem, który chyba wszędzie kojarzy się z siłami nieczystymi. Osobiście znam małżeństwo z Polski, ludzie wykształceni ale za nic nie pojadą drogą, którą przebiegł czarny kot. Z kolei z pobytu w Szwecji pamiętam inny, ciekawy przesąd. Otóż będąc raz zaproszony do szwedzkiego domu (co jest wydarzeniem doprawdy wyjątkowym, jako, że trudno tam o bujne życie towarzyskie) chciałem przypalić papieros od świecy. Gospodyni zrobiła się blada jak ściana a pan domu wręcz wyrwał mi go z gęby, zanim zdążyłem się zaciągnąć. Okazało się, że taki zabieg jak zapalenie papierosa od świecy znaczy pewną śmierć.
A co z czterolistnymi koniczynkami i podkowami, co to zawsze mają przynieść szczęście? Tyle tylko, że trzeba uważać z tymi podkowami, koniecznie zawieszać końcami do góry. Był ponoć raz taki wypadek, w czasie ostatniej wojny, kiedy to w stoczni niemieckiej budującej łodzie podwodne, przez pomyłkę zawieszono podkowę na mostku kapitańskim odwrotnie. Łódź ta nie wróciła z pierwszego patrolu...
Natomiast wracając do czasów pokojowych to powszechnie jest praktykowany zwyczaj wrzucania monet do fontann, zapewniający ponoć powrót do tego miejsca. Skoro mowa o monetach, to trzeba pamiętać, by goście, zaproszeni na ślub, hojnie obsypali groszem młodożeńców po wyjściu z kościoła. Ważnym też jest, kto pozbiera więcej monet – mąż czy żona. Zaś w Anglii, krewni i znajomi nowo urodzonego dziecka dają mu do malutkiej piąstki srebrną monetę, co ma zapewnić mu przyszłe bogactwo.
W Polsce, jak pamiętam, było wiele przesądów związanych z dziećmi. Ciężarnym kobietom nie wolno było nosić naszyjników, jako, że dziecko w łonie mogło by udusić się własną pępowiną. Tym samym niewiastom, w tzw. odmiennym stanie nie wolno było spoglądać przez dziurkę od klucza, co miało uchronić niemowlę przed zezem. A jak się jaka zapatrzyła na coś szkaradnego to i zdeformowane dziecko mogła urodzić.
Natomiast typowo australijskie przesądy to kategoryczny zakaz przechodzenie pod drabiną. Dalej, nowe buty, położone na stole to wyjątkowo zły omen jako, że zwiastują rozpad małżeństwa. Nie wolno też dwóm ludziom patrzeć w lustro, gwizdać w domu (mnie mama mówiła: “nie jesteś w lesie”) oraz otwierać parasol w mieszkaniu. Ponoć wyjątkowo złe jest przypalanie papierosa od jednej zapałki trzeciej osobie, mieszanie czegokolwiek w kuchni nożem oraz podarowanie komuś portfela bez monety w środku.
Zaś co do przesądów innych krajów, to miła Aideen, mieszkająca po drugiej stronie naszej malutkiej uliczki a pochodząca z KILKENNY w Irlandii twierdzi, że bardzo złym znakiem jest, jeśli ptak wleci komuś do domu. Niechybnie ktoś z domowników umrze. Mówi też, że w Irlandii ludzie o nazwisku MOORE mają zdolność do “słyszenia” zbliżającej się śmierci. Zwykle objawia się to cykaniem w kominku, które staje się coraz głośniejsze a ustaje po czyjejś śmierci.
Lecz nie ma chyba ludzi bardziej przesądnych niż azjaci. Pamiętam, z pracy jako agent handlu nieruchomościami, jaką zgrozą napawała Chińczyków liczba 4. Ma ona oznaczać wszystkie plagi świata włącznie z pożegnaniem się z doczesnym światem. Ileż to razy było tak, że dom i położenie było jak trzeba a cena jeszcze lepsza ale nie sposób było podpisać kontrakt bo adres był pod numerem czwartym. Z kolei w cenie była ósemka – w Singapurze sprzedano raz na publicznej aukcji samochodową tablicę rejestracyjną z numerem 88 za ponad 1 milion dolarów.
Ciekawe, że zwyczaj “odczekania” po zawróceniu do domu po coś zapomnianego jest tak powszechnie praktykowany. Zawsze myślałem, że jest to przesąd rosyjski, usiąść na chwilę i odczekać przed ponownym wyjściem z domu. Okazuje się jednak, że Arthur , mój teść, który pochodzi z Newcastle, na północy Anglii, praktykuje zwyczaj odliczania do dziesięciu przed ponownym opuszczeniem domostwa.
Znam też osobnika, który po niezwykle udanej grze w karty, nad ranem długo przepytywał żonę, co robiła przez całą noc. Pewna pani, osoba światła i po dwóch fakultetach, którą miałem okazję znać osobiście, pewnego razu cały dzień spędziła chodząc w bluzce założonej “wewnątrz na zewnątrz”. Otóż okazało się, że choć pani doktor wstydzi się bardzo być przesądną, ale ponowne zakładanie bluzki może przynieść złe fatum. A co z zakonnicą, bożą krówką, co to ma “lecieć do nieba i przynieść kawałek chleba”, kominiarzem, wdepnięciem lewą nogą w g.....no, wywoływaniem wilka z lasu?
Ot, głupota to wszystko i ciemne zabobony, śmiechu warte na progu XXI wieku, kto by w to wierzył. Komputery, podróże międzyplanetarne, rewolucja komunikacyjna, tolerancja i wielokulturowość – oto co powinno nas interesować, a nie jakieś tam durne przesądy. No, ale jak odpukam w niemalowaną gębę, może naczelny Tygodnika, p. Derwiński puści ten tekst. Tfu, na psa urok, żeby tylko nie zapeszyć.
Zbigniew Koreywo
Wróć do spisu treści