Wyklęci żołnierze - część II.
Centrum Szymona Wiesenthala określa Narodowe Siły Zbrojne w ten sposób:
-“Podziemna, nacjonalistyczna oraz antysemicka organizacja w Polsce. Celem NSZ była walka z okupantem oraz likwidacja mniejszości narodowych. NSZ zamordował setki Żydów ukrywanych przez Polaków. Po
wyzwoleniu (podkreślenie moje) Polski NSZ kontynuowała walkę z nowym reżymem, mordując jednocześnie pozostałych przy życiu Żydów.”Fakt, że z rąk żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych zginęli także i Żydzi nie podlega dyskusji. Niemniej stanowczo trzeba sprzeciwiać się kłamstwu, że byli oni likwidowani tylko dlatego, że byli Żydami. Rozmawiałem z kilkoma żyjącymi jeszcze żołnierzami NSZ, czytałem dostępne pozycje na ten temat i wniosek jest tylko jeden: bez względu na to, jakiej narodowości lub pochodzenia byli nieprzyjaciele – likwidowani byli tylko za to, że zdradzili naród polski. Dla nich nie mogło być, w czasie krwawych zmagań z podwójnym okupantem, litości. Sam Bohun Dąbrowski w swej książce “Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej” tak pisze o komunistach w czasie wojny (str. 65):
“Oddziały leśne Polskiej Partii Robotniczej AL (Armia Ludowa) i GL (Gwardia Ludowa) posiadały w swoich szeregach bardzo mieszany, pod względem narodowościowym, element. Na ogół ludność polska nie miała dużego zaufania do PPR uważając ją ekspozyturę sowiecką na ziemiach polskich.”
Encyklopedia holokaustu zaś stwierdza: “Kilkanaście oddziałów żydowskich partyzantów, które początkowo operowały niezależnie, połączyło swe siły
z GL i AL.(….)A zatem nie ma najmniejszej wątpliwości, że pewną część składu osobowego AL i GL stanowili Polacy pochodzenia żydowskiego. Niemniej nie byli oni postrzegani przez NSZ jako mniejszość etniczna ale tylko i wyłącznie jako V kolumna bolszewicka i w związku z tym traktowana jako element wybitnie antypolski.
O roli komunistycznej partyzantki na terenach polskich można by napisać dużą książkę. W wielkim skrócie można tylko powiedzieć, że znane są wypadki współpracy komunistów z Gestapo (chociażby sprawa braci Mołojców z Łodzi i śmierć Nowotki) ale przede wszystkim to, że GL tak jak później AL, za swych wrogów uważały wszystkich Polaków, którzy popierali Armię Krajową oraz Narodowe Siły Zbrojne. Wielokrotnie znajdowano po rozbiciu ugrupowań komunistycznych listy Polaków-patriotów, przeznaczonych do likwidacji po przejściu frontu sowieckiego na zachód. W tej sytuacji likwidowanie sowieckiego zaplecza na terenach polskich było nie tylko uzasadnione ale i konieczne jako samoobrona.
Poza tym, we wszystkich rozmowach z byłymi żołnierzami NSZ zawsze przewijał się ten sam wątek, a mianowicie stosunki komunistycznej partyzantki z miejscową ludnością. Zacząć trzeba od tego, że sowieckie zrzuty, pełne broni, amunicji i min, nigdy nie zawierały żywności. W tej sytuacji, w celu zdobycia prowiantu, następowała zwykła grabież, często połączona z biciem chłopów, gwałtami kobiet, morderstwami itd. Jeszcze innym elementem działalności band komunistycznych było świadome narażanie ludności polskiej na represje poprzez zabijanie Niemców wewnątrz wsi lub małych miasteczek. Niemalże zawsze kończyło to się masakrą miejscowej społeczności przez karne ekspedycje żandarmów. Komunistom chodziło oczywiście o wzbudzanie nienawiści do Niemców wśród Polaków. Z kolei wśród żołnierzy NSZ obowiązywał stanowczy rozkaz, by za wszelka cenę unikać likwidowania okupantów na terenach zamieszkałych. Wszelkie akcje zaczepne mogły być przeprowadzone tylko na otwartych drogach, pomiędzy miejscowościami. Oczywiście rozkaz nie dotyczył działań obronnych ale na przykład zastrzelenie niemieckiego żandarma we wsi, pozostawienie trupa i szybka ucieczka do lasu, co było specjalnością band komunistycznych, oceniane było przez dowództwo NSZ jako działalność zbrodnicza, bezpośrednio wymierzona w lokalne społeczeństwo.
Warto też dodać mało znany fragment z zachowań sowieckiej partyzantki. Otóż zwyczajowo, w momencie zajęcia jakiejś wsi na kwatery, zakładali pola minowe, zwykle w kształcie wielkiego koła. Po opuszczeniu kwater nikt oczywiście nie trudził się usunięciem min i przez długi czas potem ginęli na nich ludzie, wychodzący do prac polowych. Jest to jeszcze jedna zbrodnia, która czeka na rzetelne opracowanie i podanie do ogólnej wiadomości. Nic dziwnego więc, że w takiej sytuacji partyzanci z Narodowych Sił Zbrojnych nie darzyli sympatią tak sowieckich jak i rodzimych ugrupowań komunistycznych, w związku z czym nie przepuszczali okazji, by się z nimi rozliczyć w imieniu wszystkiego co polskie i prawe.
Prześledźmy zatem kilka akcji bojowych NSZ, tych wymierzonych przeciwko rodzimym zdrajcom, zwykle pod dowództwem sowieckich oficerów, przerzucanych poza linię frontu.
Krzepino
Dwa tygodnie po sformowaniu Brygady, wywiad doniósł, że w lasach w okolicy Krzepina, koncentruje się komunistyczna partyzantka pod dowództwem “Garbatego”, celem zniszczenia nowo powstałej jednostki bojowej. Niestety, uderzenie wyprzedzające NSZ trafia w pustkę, bowiem komuniści, uprzedzeni przez zdrajcę, zdołali zbiec.
Fanisławice
W nocy, 28 sierpnia 44 roku Brygada w przemarszu otarła się o oddział Armii Ludowej “Świt”. Na pytanie kim są, padła odpowiedź: “wojsko polskie”. Nad ranem żołnierzy NSZ poderwał na nogi potężny wybuch z kierunku torów kolejowych. Wysłany patrol wrócił z meldunkiem:
oddział AL “Świt” wysadził w powietrze pociąg osobowy jadący z Częstochowy do Kielc. Ofiary – Polacy, szukający zaopatrzenia w okolicznych wsiach. Widok potworny, straszliwa masakra. Komunistyczny oddział po ograbieniu pociągu ze znalezionej żywności zbiegł w las, nie udzielając nawet pierwszej pomocy rannym rodakom.
Po otrzymaniu tego meldunku, pułkownik Bohun Dąbrowski, dowódca Brygady podejmuje natychmiastową decyzję. Cały personel sanitarny i lekarz – do pociągu, opatrzyć rannych, ratować co się da. 1 batalion 204 pułku – zlokalizować i zniszczyć oddział Świta.
W wyniku pościgu, sztab komunistycznej bandy został okrążony w gajówce pod Fanisławicami. Na wezwanie do poddania się, otworzyli ogień z broni maszynowej. Po krótkiej walce trzech ich oficerów poległo na miejscu, czwarty został ciężko ranny.
Tego samego dnia w lasach pomiędzy Olesznem a Lasocinem, kompania “Żbika”, wracając spod Fanisławic, rozbroił inny oddział AL pod dowództwem J. Okrutnego “Zaręby”. Wziętych do niewoli 32 partyzantów, w tym sowieckich skoczków, zwolniono.
Zagańsk
28 sierpnia Brygada od samego rana walczy z formacjami niemieckimi oraz dużą grupą Kałmuków. Nieprzyjaciel ściągnął nawet na pomoc pociąg pancerny z Kielc, dysponując w ten sposób ogromną siłą ogniową. Po stronie NSZ padają zabici i ranni. W tym czasie, kiedy Polacy powstrzymują natarcia Kałmuków i Niemców od południa, nagle zostają zaatakowani przez komunistyczne bandy od północy. 204 pułk dostaje się tam pod silny ogień ckm-ów i granatników. Okazuje się, że połączone siły sowieckiej i PPR-owskiej partyzantki postanowiły pomóc okupantowi w zniszczeniu Brygady.
W tej sytuacji 204 pułk rusza do gwałtownego natarcia na pozycje komunistów, dążąc do walki wręcz. Wróg w popłochu ucieka w rejony Świniej Góry, gdzie rozprasza się po okolicznych lasach.
Rzombce
Na początku września 44 roku sztab Brygady otrzymał raport wywiadu o zaplanowanej koncentracji leśnych oddziałów sowieckich oraz Alowskich w celu zniszczenia sił NSZ. 8 września, zmęczeni całonocnym marszem, żołnierze Brygady zakwaterowali się we wsi Rzombce. Po około dwóch godzinach wysunięte patrole raportowały o wykryciu dużego ugrupowania komunistycznego. Jednocześnie doniesiono, że wysłana do młyna drużyna została otoczona i rozbrojona.
Dowódca Brygady natychmiast ogłasza alarm bojowy i żołnierz, choć zmordowany forsownymi marszami, bezzwłocznie rusza do akcji uwolnienia i pomszczenia towarzyszy broni. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że tylko szybkość i sprawność może zapewnić powodzenie akcji. Po godzinie, zgrupowanie Tadka “Białego” oraz oddział sowieckiego wywiadu wojskowego pod dowództwem I. Karawajewa zostają otoczone. Wywiązuje się gwałtowna i bezpardonowa walka. Furia natarcia Brygady jest tak wielka, że po nie całej godzinie, komuniści się poddają i to pomimo świetnego uzbrojenia w broń ciężką, granatniki, miotacze min itd. Złapany wcześniej patrol ppor. Sanowskiego stał już w momencie ataku nad wykopanymi dołami, oczekując na egzekucję.
Zdobyto duże ilości broni i amunicji oraz archiwum sowietów. Tam znalezione meldunki jeszcze raz potwierdziły rolę komunistów w lasach – niszczenie we wszelki możliwy sposób partyzantów AK i NSZ. Przygotowanie listy wszystkich tych, którzy byli po stronie polskich patriotów, wliczając w to ludność udzielającą gościny i prowiantu, terroryzowanie społeczeństwa a szczególnie uchodźców z Warszawy itd.
Pod wieczór, przed ołtarzem polowym, żołnierze Brygady dziękowali Bogu za udaną akcję oraz polecali Mu dusze poległych w boju. Do mszy spontanicznie przyłączyła się ludność Rzombca, dziękując za rozbicie komunistycznej bandy, która przez dłuższy czas terroryzowała okoliczne wsie. Po uroczystościach rozstrzelano 4 jeńców, którym udowodniono pospolity bandytyzm. Tej samej nocy, większość pojmanych komunistów próbowała ucieczki, korzystając z zapadających ciemności. Tylko niektórym to się udało, reszta zginęła w ogniu karabinów maszynowych i granatów eskorty.
I był jeszcze epilog tamtych dramatycznych wydarzeń. Otóż ppor. Sanowski, stojąc już rozebrany przed plutonem egzekucyjnym przysiągł sobie, że jeśli jakimś cudem przeżyje, poświęci resztę życia służbie Bogu. Ocalony dzięki brawurowej akcji kolegów, już po wojnie wstąpił do seminarium w Rzymie. Jako misjonarz spędził też kilka lat w Afryce, gdzie zmarł po ciężkiej chorobie.
Sekursk
Jesień 44 roku zastała Brygadę we wsiach Bogusławów oraz Drewniana Huta. Na wieść o przybyciu żołnierzy-patriotów, miejscowe komórki PPR, AL i GL rozpoczęły wśród tamtejszej ludności gwałtowną akcję terrorystyczną, mającą na celu odcięcie Brygady od źródeł zaopatrzenia, kwater itd. Zasięg i bezwzględność działań komunistycznych band była na taką skalę, że do akcji wywiadowczej po stronie NSZ włączył się miejscowy oddział AK. Zlokalizowano i zlikwidowano wiele komórek PPR-owskich, przy okazji odnajdując kilkanaście listów proskrypcyjnych z nazwiskami Polaków, przeznaczonych do przyszłej egzekucji. Zebrany materiał dowodowy został przekazany Komendzie głównej NSZ.
W tym samym czasie do sztabu Brygady przybyli delegaci ze wsi Sekursk, prosząc o pomoc. Okazało się, że komunistyczne bandy uprowadziły 12 mieszkańców wsi do lasu jako zakładników. Dosłownie w przeciągu kilku godzin zgłosił się także miejscowy sołtys, przynosząc list od władz PPR, które domagały się natychmiastowego opuszczenia okolic przez oddziały NSZ. W przeciwnym razie, zgodnie z treścią listu, grożono zastrzeleniem zakładników-Polaków.
Tej samej nocy następuje wymarsz 202 i 204 pułku, z rozkazem odnalezienia i odbicia zakładników. Po całonocnym marszu ubezpieczonym, kapitan “Step” pierwszy wykrył miejsce postoju bandy S. Wilka - “Sarny”. Natychmiast okrążeni stawili opór, w związku z czym zostali po krótkiej walce zlikwidowani. Niestety, okazało się, że komunistyczni bandyci zdążyli przed własną śmiercią zamordować dwóch zakładników. Reszta, straszliwie zmasakrowana, została odnaleziona w świńskim chlewie. I znowu, oprócz broni, w ręce Polaków dostały się tajne rozkazy sowieckie, nakazujące komunistycznym oddziałom leśnym zwalczanie ugrupowań AK oraz NSZ.
W tym samym czasie, kiedy batalion kpt. “Stepa” rozbijał bandę “Sarny”, inny oddział Brygady natknął się we wsi Soborzyce na sowieckich partyzantów oraz ich radiostację, ukrywających się w dużej stodole. Oddział ten był odpowiedzialny za masowe gwałty na polskich kobietach oraz za kilkanaście szczególnie okrutnych morderstw chłopów. Na wezwanie do poddania się, Rosjanie otworzyli skoncentrowany ogień, ciężko raniąc kapitana “Leonarda”. W odpowiedzi Polacy ostrzelali stodołę, która po jakimś czasie stanęła w płomieniach. W ten sposób została zlikwidowana jeszcze jedna sowiecka banda, traktująca polską ziemię jako wojenną zdobycz i zachowująca się z typową dla nich, azjatycką mentalnością.
Węgrzynów
17 grudnia 44 roku do dowództwa Brygady znowu zgłosili się prześladowani chłopi, tym razem ze wsi Węgrzynów oraz Obiechów, skarżąc się na grasujące w ich okolicach sowieckie bandy. I znowu, tak jak zawsze, polscy żołnierze z NSZ wyruszyli do boju, by chronić swych rodaków przed złem, przed niesprawiedliwością i ukarać winnych zbrodni przeciwko polskiej ziemi.
Nad ranem obie wsie były już otoczone szczelnym kordonem. Pułkownik Bohun Dąbrowski czekał tylko na świt, ze względu na bezpieczeństwo własnych oddziałów ale i także na to, by w ciemnościach bandytom nie udało się uciec. Około 7 rano zostali oni wezwani do poddania się. Jak zawsze sowieccy partyzanci próbowali najpierw obrony, wiedząc co ich czeka w związku z licznymi i okrutnymi zbrodniami, jakich dopuszczali się na polskiej ziemi. W tej sytuacji oba pułki Brygady pokryły ogniem zabudowania, gdzie schronił się wróg, posuwając się jednocześnie na bliską odległość. Widząc zdecydowanie atakujących, ich dyscyplinę wojskową oraz zbliżającą się walkę wręcz, sowieci zaczęli wyrzucać przez okna broń, błagając o litość. Jeszcze tego samego dnia odbył się nad nimi sąd polowy, w tych samych domach, gdzie Brygada znalazła okrutnie pobite i zgwałcone kobiety. Większość z nich, pomimo silnych mrozów, była naga, bowiem, “bojcy” Stalina zwykle po zgwałceniu obdzierali je z odzienia, które wymieniali w sąsiednich wsiach na bimber. Do tego dochodziły nagminne wypadki grabieży żywności, pobić i morderstw miejscowych chłopów, doprowadzonych do ostateczności przez grasującą bandę. W świetle tego wszystkiego, oddział NKWD “Awangarda” pod dowództwem lejtnanta Wasyla Tichonina został przez Narodowe Siły Zbrojne zlikwidowany.
I tak właśnie wyglądały akcje bojowe Brygady Świętokrzyskiej, o której Centrum Wisenthala powiada, że zajmowała się głównie wyłapywaniem i mordowaniem Żydów.
Zbyszek Koreywo