Z czym w rok 2000.

Rok 2000, niesłusznie zresztą nazywany nowym milenium, jako, że wejdziemy w nową erę dopiero po północy 31 grudnia roku 2000, zmusza niejako do refleksji. A ponieważ nie są to refleksje wesołe, myślę, że warto by od razu wyjaśnić iż zadaniem felietonisty jest spoglądanie na świat nie tyle przez czarne okulary co bez różowych patrzałek. Jednym słowem w ogóle bez szkieł, realnie ale za to chłodnym okiem. Tak się bowiem składa, że jeśli na świat patrzeć przez serce – to nie widać nic oprócz ogromnej tragedii. Ta sama rzeczywistość widziana tylko przez pryzmat mózgu zamienia się w nieskończoną komedię. W rzeczywistości zaś – bez korekcyjnych szkieł, świat jest po prostu tragikomedią. Natomiast, jak sadzę, felietonista powinien zajmować się wyszukiwaniem raczej czarnych stron w książce życia gdy satyryka na przykład – tłumaczenie tych samych stron na język żartu. Można też koncentrować się w pisaniu na wpływie Zorzy Polarnej na cykl menstruacyjny pingwinów - i wielu publicystów właśnie w ten sposób ucieka od tematów naprawdę ważnych. Można też doszlusować do grona Politycznie Poprawnych Baranów – o ile ma się skłonności do prostytucji. Ja osobiście takich predyspozycji niestety nie mam w związku z czym pozostaje mi tylko pisanie prawdy.

A zatem z jakim bagażem zachowań nasza globalna wioska udaje się w przyszłość? Jakie jutro wykuwamy w kuźnicy dziejów – i czy my to robimy czy też może ktoś za nas decyduje o kształcie przyszłości a my tylko używani jesteśmy jako tragarze losów.

Ano, jakby na to nie spojrzeć, posępnie robi się człowiekowi na duszy. Przede wszystkim cywilizacyjnie staczamy się w dół a jak łatwo zjeżdżać ze ślizgawki wie każde dziecko, co choć raz było na publicznym placu zabaw. To samo dziecko wie także doskonale, jak trudno jest potem wspinać się z powrotem pod górkę. Tak więc czym dłużej będziemy staczać się z cywilizacyjnych wzniesień tym trudniej będzie następnym pokoleniom wrócić przynajmniej do podobnych poziomów.

Jak już to wcześniej pisałem, jednym z głównych kwantyfikatorów cywilizacyjnych jest zapis legislacyjny czyli prawo. Co komu po wspaniałych zdobyczach technicznych jeśli strach wyjść z domu na spacer po zmroku. Kradzieże, rozboje, gwałty stały się częścią naszego życia. Jako rzecz normalną traktujemy kolejne pobicie staruszka w jego własnym domu albo z ulgą patrzymy na swój dom, który nie został ograbiony kiedy wyjechaliśmy na kilka dni na wakacje. A przecież jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia było to wszystko, ten strach przed nieznanym, rabunki w biały dzień, noże, śrubo wkręty, strzykawki okrutnie używane przy rozbojach. Trzeba było całej tej sfory Politycznie Poprawnych durni, którzy wytłumaczyli każdego zwyrodnialca, uzasadnili najbardziej okrutne zbrodnie. Nasi sędziowie jakby tylko na to czekali. Młodzieńcy z dziesiątkami orzeczeń dalej rozbijają się po ulicach naszych miast ponieważ zamykanie ich w wiezieniu nie jest w modzie. Natomiast w modzie jest wyszukiwanie najbardziej fantastycznych usprawiedliwień, żeby tylko biedaczyny nie otarli się o prawdziwy wymiar kary. I tak powstały państwa prawa choć nie sprawiedliwości.

Pewnym miernikiem takiej zapaści prawnej jest zakres działalności gangów i zorganizowanych grup kryminalnych. Bodajże najbliższym przykładem może tu być Nowa Zelandia, kraj który w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych był obiektem wyjątkowo agresywnej działalności Sowieckich Służb Specjalnych. W rezultacie zdemoralizowania społeczeństwa, głównie przez związki zawodowe, dziś Nowa Zelandia jest terroryzowana przez dzikie gangi Maorysów. Jeśli do tego dołożyć Politycznie Poprawną niechęć stróżów prawa do utemperowania miejscowych aborygenów - Nowa Zelandia nie jest krajem, w którym chciałoby się wychowywać własne dzieci. My co prawda w Australii nie mamy Maorysów ale za to “bikies” drwią sobie w żywe oczy z prawa. Praktycznie są nietykalni a te mocno przez media nagłaśniane przykłady policyjnej interwencji to nic innego jak kupa śmiechu. Swojego czasu, policyjny komisarz w Perth, niejaki Brian Bull, przysięgał się przed telewizyjnymi kamerami, że w Zachodniej Australii nie ma zorganizowanych grup przestępczych. Można było ze śmiechu boki sobie zerwać – wszyscy wiedzieli, że pan komisarz albo kpi w żywe oczy albo nie wie co się dzieje u niego na własnym podwórku.

Innym przykładem penetracji zorganizowanej przestępczości w życie narodu jest Rosja. Co prawda dzisiejsza mafia jest tam niejako logiczną kontynuacją mafii czerwonej, niemniej wygląda na to, że ta współczesna jest znacznie bardziej efektywna niż poprzednia. Nie ma bodajże kraju w Europie, który byłby wolny od tej plagi a i Stany Zjednoczone wiedza już doskonale, co znaczy okrucieństwo mafii rosyjskiej.

Dalej, “Nowy Porządek Ogólnoświatowy” – schowany pod przykrywką Narodów Zjednoczonych, jest jeszcze innym znakiem naszej gwałtownie zmieniającej się rzeczywistości. Zgodnie z doktryną NPO skończyła się już państwowa suwerenność, każdy słaby kraj może być zmuszony do przestrzegania reguł Politycznej Poprawności. Irak był takim pierwszym próbnym balonem gdzie do dziś umiera dziennie kilkoro dzieci, ponieważ Stany Zjednoczone zabraniają importu lekarstw. A wszystko to pod pretekstem posiadania przez Irak broni masowej zagłady. Jest kilka innych krajów na świecie dysponujących taką bronią i jakoś USA nie ma z tym problemu.

Serbia została zmuszona do uległości przy pomocy wielotygodniowego bombardowania choć starała się tylko bronić własnego terytorium. W rezultacie nie tylko utraciła Kosovo ale ziemia ta stała się terenem masowych mordów, popełnianych przez Albańczyków na Serbach. Zdumiewające, że media światowe, poprzednio gorliwie śledzące przejawy terroru wobec Albańczyków teraz nagle zaniemówiły, jak na komendę. No i komenda chyba rzeczywiście została wydana. Poza tym jak tu pisać o własnej głupocie, o nieograniczonej naiwności przywódców NATO, którzy w imię humanitaryzmu najpierw zabijali Serbów by zaraz potem wydać ich na łup zaślepionych nienawiścią Albańczyków.

To samo NATO nie ma nic do powiedzenia, kiedy na naszych oczach rozgrywa się jeden z największych dramatów współczesnej historii. Oto samotni Czeczeńcy są planowo eksterminowani przez ludobójczą Rosję i jakoś jęki mordowanych nie zakłócają snu Politycznie Poprawnym liderom świata.

Innym przykładem niewiarygodnego cynizmu politycznego jest Anglia z jej socjalistycznym rządem. Najpierw aresztowano bezprawnie gen. A. Pinocheta, człowieka który obronił swój kraj przed komunistyczną rewolucją. Niedługo potem, Tony Blair na czele całego gabinetu giął się w pasie jak trzcina przed Jang Zemina, komunistycznym satrapą Chin. Nikt nie wie ile ludzkich istnień pochłonął chiński komunizm ale są to na pewno dziesiątki milionów. Mało tego, nieliczni, którzy mieli odwagę wyjść na ulice Londynu, by zaprotestować przeciwko metodycznemu ludobójstwu Chin, byli brutalnie rozpędzani przez policję. Hipokryzja do kwadratu a właściwie do n-tej potęgi.

I jak tu nie mieć ponurej miny, kiedy rzeczywistość jest jeszcze bardziej ponura. Na naszym własnym, australijskim podwórku też nie brak przykładów zapaści cywilizacyjnej. Wchodzimy w rok 2000 z polityką wybitnie any-rodzinną a przecież godzi to bezpośrednio w podstawy naszej egzystencji. Dzieci w szkołach podstawowych są uświadamiane, że nie muszą żyć w domu z rodzicami o ile tego nie chcą. Państwo przyjdzie im z pomocą z chwilą, kiedy otrzepią pył rodzinnych pieleszy z butów marki Reebok albo Nike. Pod pretekstem obrony dzieci przed zwyrodnialcami, państwo stale powiększa armię nieletnich na ulicach. Co tam młodociani narkomani, prostytutki, złodzieje ważne, że kierunek słuszny.

Ostatnio słyszy się coraz głośniej o ustawie, według której rodzice mogą być skazani na więzienie za wymierzenia klapsa własnemu dziecku. Australia jest sygnatariuszem tego idiotycznego aktu. No i jak tu mieć wesołą minę, kiedy czekają nas czasy Paszki Morozowa, który to kiedyś zadenuncjował rodzicieli przed sowiecką władzą. Co prawda wuj Paszki naprawił rodzinną skazę przy pomocy wideł ale życia to już państwu Morozow nie przywróciło.

Innym przykładem, a są ich dziesiątki, jest nasz system edukacyjny. Jakiś szaleniec wymyślił sobie kiedyś, że trzeba wreszcie skończyć z tymi stresującymi dzieci stopniami. W rezultacie edukacyjne narzędzie zostało wytrącone z rąk nauczycieli. Tak jakby stolarzowi zabrać hebel – wiadomo, że końcowe dzieło nie będzie wygładzone a wręcz przeciwnie – pełne zadzior i chropowate. W rezultacie około 30% australijskich dzieci w klasie 7 szkoły podstawowej nie umie poprawnie czytać i pisać. W tym roku wyniki TEE (Tertiary Entry Exam) w Zachodniej Australii okazały się rekordowo niskie a w przyszłości będzie jeszcze gorzej. A przecież te dzieci któregoś dnia mają być naszą przyszłością – ktoś przecież musi zarządzać tym krajem. Strach pomyśleć o nadchodzących dekadach. W dodatku dyscyplina szkolna praktycznie nie istnieje – dzieci wiedzą doskonale jakie mają prawa tyle tylko, że nie chcą słyszeć o obowiązkach. I zgodnie z Politycznie Poprawną doktryną nic na to nie można poradzić. Myślę, że rezultaty tej samobójczej polityki edukacyjnej widać już teraz gołym okiem.

Na górę tych wszystkich nieszczęść można dołożyć jeszcze wiele przykładów, takich jak cenzura Internetu, stopniowe ograniczanie wolności słowa, tak mówionego jak i pisanego. Bezczelne nieliczenie się z opinią publiczną tak mediów jak i rządu – vide Pauline Hanson z One Nation (prawicowa partia australijska), samowola Związków Zawodowych przeciwstawiających się najbardziej logicznym próbom poprawy wydajności pracy.

Natomiast bez wątpienia największym balastem, jaki ciągnie się za nami i nie pozwala na dramatyczną poprawę jest fakt nie rozliczenia się, i to na skalę światową, z potwornościami komunizmu. Najbardziej zwyrodniały system polityczny w historii świata, odpowiedzialny za ponad 100 milionów śmiertelnych ofiar nie doczekał się jeszcze swojej Norymbergii. Mam wrażenie, że większość naszych dzisiejszych problemów ma bezpośredni z tym związek. Dopóki nie będzie woli światowych przywódców by raz na zawsze uznać komunizm za największą tragedię ludzkości – trupi jad marksizmu-leninizmu będzie nas zatruwać tak długo, aż wreszcie nasza cywilizacja stanie się jego kolejną ofiarą.

Zbigniew Koreywo

Wróć do spisu treści